Wyceny poszczególnych banków w naszym regionie (Austria, Czechy, Słowacja, Węgry) są zbliżone. Przeciętna wartość wskaźnika Cena/Zysk to 15, nie biorąc pod uwagę bardzo wysokiego C/Z dla słowackiego OTP Banka Slovensko (49,4), który jest dość szczególnym przypadkiem. Jego akcje są mało płynne, gdyż niemal w całości (97,23%) jest on własnością węgierskiego OTP Bank. Wyceny poszczególnych banków niewiele odbiegają od średniej.
Tymczasem dla polskich banków średni C/Z przekracza 18. To oznacza, że inwestorzy są skłonni płacić za akcje polskich banków więcej niż za papiery ich konkurentów w regionie. Szczególnie drogie są banki wchodzące w skład WIG20, dla których C/Z jest bliski 21. Poniżej średniej dla regionu wyceniane są jedynie Kredyt Bank i Millennium, które notowane są z C/Z poniżej 10. Trudno uznać, by wyższe wyceny naszych banków były efektem ich większej rentowności. Wręcz przeciwnie - przeciętna zyskowność kapitałów własnych (ROE) dla pięciu banków z WIG20 wynosi 16,2% i jest niższa niż średnia dla pięciu największych banków z innych krajów regionu - 20%.
Jak w Turcji
Jak wyglądają wyceny polskich banków na tle szerzej pojętych rynków wschodzących w Europie? Co ciekawe, nasze banki wyceniane są tak jak ich tureckie odpowiedniki. Przeciętny C/Z dla tamtejszych czterech największych banków wynosi prawie 20. Turcja tym także wyróżnia się na tle naszego regionu, że na tamtejszej giełdzie banki należały do zdecydowanych liderów hossy. Ich kursy rosły szybciej niż indeks ISE100. Od początku 2003 r. wskaźnik giełdy w Istambule wzrósł ponad czterokrotnie. Tymczasem akcje Akbanku podrożały pięciokrotnie, a największego Turkiye Is Bankasi ponad sześciokrotnie. W efekcie pod względem kapitalizacji przerosły one już wiele banków z naszego regionu Europy. Być może inwestorzy liczą na powtórzenie tych wyników i dlatego wyżej wyceniają tureckie banki. Przyczyna nie leży raczej w ich rentowności. ROE dla czterech czołowych banków wynosi 16%, a dla naszego regionu - 17%. Polskie banki są natomiast tanie w porównaniu z największym rosyjskim Sbierbankiem. Notowany jest on z C/Z na poziomie bliskim 39. To jednak dość specyficzny przypadek. Świadczy o tym chociażby fakt, że jeszcze w końcu 2001 r. C/Z Sbierbanku wynosił zaledwie 1,5.Banki na rynkach wschodzących są wyraźnie droższe niż w Europie Zachodniej. C/Z dla sześciu wybranych czołowych zachodnich banków (patrz tabela) nie przekracza 12. W ostatnich dwóch latach inwestowanie w akcje banków z Europy Zachodniej przynosiło zyski zbliżone (nieco wyższe) do wzrostu całego rynku. Wyjątkowy był rok 2003, kiedy banki pozwoliły zarobić wyraźnie więcej. W ub.r. indeks branżowy FTSEurofirst 300 Banks (gromadzący 54 czołowych banków) wzrósł o 20,8%, podczas gdy porównywalny z nim indeks szerokiego rynku FTSEurofirst 300 (gromadzący 300 największych europejskich firm, w tym banki z indeksu branżowego) zyskał 22,4%. Z kolei uwzględniający jedynie podmioty z krajów strefy euro Dow Jones Euro Stoxx Banks podskoczył o 26,5%, zaś jego odpowiednik Dow Jones Euro Stoxx zyskał 23%.
Stosunkowo wysokie wyceny polskich banków nie są nowością. Praktycznie od początku hossy C/Z jest wyższy niż w przypadku zagranicznej konkurencji. Nie było to jak dotąd przeszkodą we wzroście notowań naszych banków. Z drugiej strony wysokie wyceny mogą zaszkodzić dopiero po nadejściu bessy na całym rynku. Wtedy inwestorzy zagraniczni obecni w całym regionie mogą zacząć się pozbywać akcji naszych banków w pierwszej kolejności.
USA daleko w tyle