Na rynku złotego utrzymuje się duża nerwowość. Różnica pomiędzy dziennym minimum i maksimum notowań USD/PLN i EUR/PLN sięgnęła wczoraj 7 groszy. Początkowo złoty odrabiał ubiegłotygodniowe straty, co sprowadziło kurs euro do 3,873 zł, a dolara do 3,238 zł. Jednak jeszcze przed południem pojawiła się duża podaż, co wyniosło cenę wspólnej waluty do 3,944 zł, a amerykańskiej do 3,307 zł. Po południu udało się złotemu odrobić trochę strat, ale i tak zakończył dzień na niższym poziomie niż w piątek. Dolar podrożał ostatecznie o ponad 1 grosz, do 3,282 zł, a euro o 2,5 grosza, do 3,92 zł.
Spadek wartości naszego pieniądza trzeba wiązać przede wszystkim z wyprzedażą forinta. W przypadku innych walut z emerging markets odrabianie strat też nie wypadło przekonująco - w relacji do dolara utrzymały się poziomy z piątku, w stosunku do euro nastąpił dalszy spadek. Okazuje, że w sytuacji gdy utrzymywały się pozytywne nastroje na rynkach wschodzących, fundamenty nie odgrywały większego znaczenia. Gdy tylko się one pogorszyły, inwestorzy ze zdwojoną siłą zareagowali na węgierskie problemy fiskalne. Od 3 marca forint spadł do dolara o 4,5%, a od 25 stycznia o 8,7%.