Na Europejczykach duże wrażenie wywołało też przerwanie dostaw dla Ukrainy dwa miesiące temu, co uderzyło w kilka innych państw (m.in. Włochy i Węgry), a w Londynie w ciągu jednego dnia cena gazu ziemnego podskoczyła o 6 proc.
Unia dąży do podpisania długoterminowej umowy gwarantującej jej członkom dostawy tego surowca. Jednym z partnerów takiego porozumienia ma być Rosja, dysponująca największymi na świecie, choć trudno dostępnymi zasobami gazu. Jedna czwarta błękitnego paliwa zużywanego w UE pochodzi z rosyjskich złóż.
Andris Piebalgs, unijny komisarz ds. energii, twierdzi, że w Rosji konieczne są "ogromne inwestycje", aby zwiększyć możliwości pozyskiwania gazu. Chce się upewnić, czy Rosjanie sobie z tym poradzą. Mimo "całego szacunku", jakim darzy tamtejsze firmy, Piebalgs uważa, że potrzebują one pomocy finansowej. Realizacja projektów wydobywczych na Morzu Barentsa (Sztokman) i półwyspie Jamał wymaga zaangażowania 90 mld USD.
W zaprezentowanej 8 marca "zielonej księdze" o polityce energetycznej Komisja zapowiedziała, że będzie wywierać presję na Moskwę, by rosyjski sektor energetyczny stał się bardziej przejrzysty. Unii zależy też, aby firmy zagraniczne inwestujące w wydobycie uzyskały "konkurencyjny dostęp" do tamtejszych gazociągów.
Teraz uprzywilejowaną pozycję ma rosyjski Gazprom. Bez jego zgody "Europejczycy nie mogą importować gazu z Rosji" - uważa Międzynarodowa Agencja Energii. Zdaniem tej instytucji, doradzającej rządom 26 państw, osłabia to energetyczne bezpieczeństwo UE.