Już po pierwszych sesjach w 2006 roku WIG20 znalazł poziom równowagi. Konsolidacja w bardzo wąskim obszarze trwa już trzeci miesiąc. Ekstrema zostały wyznaczone w ciągu zaledwie kilku sesji na przełomie stycznia i lutego. Tak wąski obszar wahań indeksu wyraźnie kontrastuje z rekordową zeszłoroczną zmiennością i wystawia cierpliwość inwestorów na ciężką próbę. Na rynku terminowym taki trend boczny jest dla wielu inwestorów bardziej zgubny niż nawet najmocniejsza bessa. W czasie jego trwania bardzo gwałtownie i często trochę przesadnie zmieniają się rynkowe nastroje, a samo tylko zbliżenie się do górnego lub dolnego ograniczenia konsolidacji budzi nadmierne emocje, niestety, często także wśród analityków.
Ja nie mam się czym chwalić ani z czego tłumaczyć, bo na początku marca porzuciłem inwestorów w potrzebie i jakże wygodnie usiadłem okrakiem na giełdowej barykadzie, zmieniając na "neutralny" stosunek do rynku, którego losy w ostatnich tygodniach są pod silnym wpływem notowań surowców oraz rentowności amerykańskich obligacji. Na obu z tych rynków sytuacja zmienia się teraz jak w kalejdoskopie, a większość emerging markets stara się te ruchy przekładać na poziomy giełdowych indeksów. Oczywiście, te wiadomości zza oceanu są zdecydowanie mniej medialne niż wojna rządu z NBP i część inwestorów może odnieść mylne wrażenie, że rynki finansowe koncentrują się raczej na lokalnych wydarzeniach. Błędna byłaby to diagnoza, bo ze wszystkich rynków regionu to właśnie GPW najszybciej odzwierciedlała wszystkie zmiany na amerykańskim rynku długu i na rynku surowców, nie bacząc na skalę politycznego zamieszania. Politykę trzeba uważnie śledzić, bo w pewnym momencie może faktycznie stać się kluczowym czynnikiem wpływającym na GPW (gdyby w maju były wybory), ale na razie wywołuje więcej emocji, niż faktycznego trwalszego przełożenia na kursy akcji.
Patrzymy za ocean
Żeby ocenić zachowanie GPW, należy najpierw odnieść je do wspomnianych wyżej rynków. Trwająca od początku marca wyprzedaż wyhamowała w piątek, 10 marca, a ustanowione wtedy minimum WIG20 kosmetycznie zostało poprawione w ostatni wtorek, 14 marca, strasząc inwestorów wybiciem poza ramy tegorocznej konsolidacji. Obawy te wynikały, po pierwsze, z zachowania rynku surowców, gdzie indeks towarów CRB naruszył bardzo silne wsparcie na 200-sesyjnej średniej. Po drugie - z rentowności 10-letnich amerykańskich obligacji rosnącej do poziomów (4,79 proc., czyli aż 0,25 proc. więcej niż na początku marca) najwyższych od 2004 roku.
Dokładnie te same czynniki, które prowadziły przecenę w pierwszej połowie marca, stały się w ostatnim tygodniu impulsem do silnego odreagowania. Zaczęło się od rynku surowców, gdzie dołek został ustanowiony już 10 marca, a w ostatni poniedziałek i wtorek rozpoczęło się dynamiczne odbicie. Dotyczyło to zarówno ropy, jak i miedzi. A jak wiadomo, ceny właśnie tych surowców mają największy wpływ na notowania WIG20. Ropie wciąż pomagają niepokoje związane z rozwojem sytuacji w Iranie, a wzrosty cen miedzi napędzały m.in. dane o niskich zapasach i imporcie Chin. W środę do pozytywnych czynników dołączyły amerykańskie obligacje, gdzie po publikacji Beżowej Księgi i danych o lutowej inflacji (CPI) zanotowaliśmy największy od sierpnia zeszłego roku spadek rentowności papierów 10-letnich.