Jeśli komisarz Neelie Kroes, odpowiedzialna za konkurencję, nie zablokuje fuzji, to prawdopodobnie narzuci obu firmom pewne warunki, jak konieczność sprzedaży niektórych aktywów. Gaz de France i Suez podjęły nawet pewne kroki w tym kierunku. Potwierdziły, że rozmawiały z włoskim Enelem, ale kontakty utrzymywane przez pośredników zostały jednak zerwane.
O możliwości sprzedaży części aktywów Gaz de France i Suezu mówił wczoraj Thierry Breton, francuski minister finansów i gospodarki. Opowiada się za takim rozwiązaniem również premier Belgii Guy Verhofstadt, gdzie połączone spółki kontrolowałyby 90 proc. rynku energii. Uważa on, że powinno być co najmniej dwóch konkurentów.
W poniedziałek prezesi obu francuskich firm, Gerard Mestrallet (Suez) i Jean-Francois Cirelli (Gaz de France), o konsekwencjach ich połączenia rozmawiali w Brukseli z Neelie Kroes, unijną komisarz ds. konkurencji. Przekonywali, że ten projekt, o wartości prawie 40 mld euro, zwiększy konkurencję na rynku europejskim oraz bezpieczeństwo dostaw energii elektrycznej. Byłaby to druga na świecie, po Electricite de France, firma energetyczna.
Wczoraj Neelie Kroes poznała punkt widzenia Fulvio Contiego, dyrektora generalnego Enela, który przygotowywał się do przejęcia Suezu, ale pogłoski o jego planach skłoniły rząd Francji do pospiesznego zaaranżowania fuzji tej prywatnej spółki z państwowym Gaz de France.
Przed wyjazdem do Brukseli Conti powiedział na konferencji energetycznej w Rzymie, że Europa wymaga silniejszych instytucji, by mogły zapobiec podejmowanym przez rządy państw próbom blokowania zagranicznej konkurencji. - Potrzebujemy systemu z silnym, autorytatywnym i niezależnym regulatorem, którego decyzje obowiązywałyby wszystkich - uważa szef Enela.