- Kiedy powiedziałem prezesowi American Express, jakie są w Polsce marże na kredytach mieszkaniowych, zrobił wielkie oczy - tak podsumował ostrą konkurencję na rynku hipotecznym Piotr Czarnecki, prezes Raiffeisen Bank Polska na spotkaniu z dziennikarzami.
Dlaczego prezes AE miał tak wielkie oczy? Ano dlatego, że średnia marża od kredytu hipotecznego w USA sięga 2 proc. i jest mniej więcej stała, niezależnie od wysokości stóp procentowych obowiązujących w danym momencie. W tej sytuacji 0,5-0,6 pkt procentowego marży pobieranej przez polskie banki musi robić wrażenie także w USA.
Rodzime instytucje w walce o klienta na rosnącym rynku hipotecznym posunęły się więc bardzo daleko. Być może nawet zbyt daleko. Niskie marże nie dają bankom możliwości zarobienia na udzielaniu kredytów (poza jednorazowym zyskiem z prowizji, z czego też często rezygnują), ale zdaje się, że nie to jest teraz dla nich istotne. Kiedy spadają dochody odsetkowe (lokaty to coraz trudniejszy biznes), dla wielu - zwłaszcza mniejszych instytucji - zdobywanie rynku staje się nie tyle priorytetem, co nawet walką o przetrwanie. Jej skutki - choć teraz niewidoczne - będą odczuwalne za lat kilka, kiedy rynek kredytów hipotecznych się ustabilizuje. Banki, które nie będą mogły zarabiać na marży kredytowej, będą się starać sięgnąć do kieszeni klientów w inny sposób. W jaki? To już tajemnica banków i ich problem.
Ale z punktu widzenia konsumentów sytuacja jest wręcz wymarzona. O kredyt hipoteczny coraz łatwiej - zarobki nie muszą nawet rosnąć, mimo że zdolność kredytowa idzie w górę z każdą obniżką stóp procentowych dokonywaną przez Radę Polityki Pieniężnej. Niskie marże pobierane przez banki dodatkowo ograniczają koszt pozyskania kapitału na wymarzone M. Kiedy zaś nadejdzie taki moment, że banki zaczną próbować "odgrywać" swoje koszty na klientach, wystarczy przenieść kredyt do banku, który choć teraz nie uczestniczy w rynkowej rzezi marż, to na przyszłość gwarantuje stabilną współpracę nie wzbogacaną o nieprzyjemne niespodzianki, takie jak np. obowiązkowe ubezpieczenie kredytu.
Co więc można zrobić? Odpowiedź jest prosta. Z zimną krwią wykorzystać sytuację i zaciągnąć kredyt, korzystając z zaślepienia banków. Być może to jedyna okazja, by choć trochę zarobić na współpracy z bankami, które przecież nigdy niczego za darmo nie robią. W umowie kredytowej trzeba zadbać o możliwość wcześniejszej spłaty kredytu bez dodatkowych opłat - to gwarancja przeniesienia kredytu do innego banku, kiedy nasz dobroczyńca zacznie ni stąd, ni zowąd wprowadzać dodatkowe koszty.