Według M. Dyjasa, mniejszościowi akcjonariusze firmy (prowadzi m.in. sklepy Empik czy Smyk), którzy są w niej od dawna, rozważają wyjście z inwestycji. Podmioty, wśród których są Morgan Stanley czy Innova, mogłyby sprzedać pakiet około 20 proc. walorów. Decyzja w tej sprawie ma zapaść w II kwartale. M. Dyjas mówił początkowo, że w efekcie poprawi się płynność akcji EM&F na giełdzie, ale pytany, czy oferta będzie mieć charakter zamknięty, czy publiczny - stwierdził, że jest za wcześnie, aby to określić. Na wczorajszym zamknięciu jedna akcja EM&F kosztowała 13,25 zł, po spadku o 0,4 proc.
W tym roku grupa nie zamierza wypłacać dywidendy, ani skupować własnych walorów, jak to zrobiła w ubiegłym roku. Chce, by jej wskaźniki płynności finansowej były zbliżone do rynkowych standardów (zadłużenie ma zbliżyć się do dwukrotności EBITDA - zysku operacyjnego powiększonego o amortyzację). To oznacza korzystanie w większym stopniu z kredytów.
EM&F zamierza rozwijać się, rozbudowując sieci markowych sklepów, m.in.: Smyk, Empik, Zara. Łącznie grupa ma się powiększyć o 50-60 nowych salonów i punktów usługowych. M.in. dzięki temu przychody mają być wyższe w 2006 r. o 10-15 proc. niż w ubiegłym, gdy wyniosły 1,17 mld zł. Grupa chce też utrzymać marżę brutto, która na koniec 2005 r. wyniosła 40,3 proc.
Jak mówił M. Dyjas, tegoroczne nakłady inwestycyjne mogą wynieść 80-100 mln zł. 60 proc. tej kwoty przypadnie na rozwój sieci Smyk, a 30 proc. - Empiku, zarówno w kraju, jak i - być może - za granicą. Część pieniędzy pójdzie na internetowy sklep empik.com.
M. Dyjas oszacował, że w tym roku przychody generowane przez wirtualny kanał sprzedaży mogą sięgnąć 20 mln zł. Przy takim poziomie przychodów ma on osiągnąć próg rentowności.