Reklama

Kapitał szuka miodu

Rozmowa z Robertem Pattersonem, kanadyjskim bankowcem mieszkającym na stałe w Polsce, wykładowcą na studiach MBA Szkoły Biznesu PW

Publikacja: 01.04.2006 10:19

Jak przełożyć własne doświadczenie w biznesie na teorię na wykładach?

Jest mnóstwo sposobów! Czerpię z moich własnych doświadczeń jako bankiera i doradcy. Problemy, którym się na zajęciach przyglądamy, są często rzeczywistymi zdarzeniami umieszczonymi w kontekście jako studium przypadku. Wiele teorii biznesowych może być przedstawionych w formie anegdotycznych historii wziętych ze stron finansowej prasy. Staram się także przyprowadzać na zajęcia prelegenta z jakiejś branży. Wreszcie też sami studenci często potrafią znaleźć odniesienie do teorii w ich własnej pracy.

Czego oczekuje Pan od swoich studentów?

Szukam pozytywnej postawy i entuzjazmu wobec tematu zajęć. Nauka zarządzania nie powinna być towarem konsumpcyjnym (po uiszczeniu opłaty siadasz i biernie czekasz, aż ktoś poda ci wiedzę na tacy). Studenci mają potrzebę pokierowania własnym przeznaczeniem i odszukania w sobie mądrości. Szkoła staje się dla nich narzędziem, a nie celem.

Czego studenci mogą oczekiwać od Pana?

Reklama
Reklama

Tak, to dokładnie dwukierunkowa droga. Dobry wykładowca ma wiele do zrobienia: powinien dokładnie znać przedmiot wykładu, dopasować materiał nauczania do idei, pobudzać naukę poprzez realne wyzwania stawiane studentom. A jeśli to nie wystarcza - po prostu posłużyć się formą zabawy.

Jakie są Pańskie ulubione zajęcia?

Jest takie proste, ale stymulujące ćwiczenie z ekonomiki biznesu. Na początek pytam, czy dla wszystkich jest jasne, czym powinien być cel maksymalizacji zysku w firmie. Wszyscy odpowiadają: "Jasne! To oczywiste." I wtedy dostają porównywalne raporty finansowe z trzech spółek, z prośbą o wybór tej, która radzi sobie najlepiej. Zazwyczaj dostaję trzy różne odpowiedzi. Mówię wszystkim, że jedna jest właściwa, dwie są błędne. Studenci mają wówczas uzasadnić, dlaczego oni właśnie mają rację, a inni się mylą. Pomysł jest wzięty z Harvard Business School i zawsze rodzi wiele dyskusji. To, co wydaje się proste i oczywiste na papierze, niekoniecznie będzie takie, jeśli zostanie umieszczone w realnym kontekście.

Uczy Pan także księgowości. Czy ta dziedzina może być ciekawa?

Wierzcie lub nie, ale tak! Księgowość jest jak opowiadanie historii: przedstawianie rzeczywistości finansowej na tle dynamiki konkurencyjnego rynku. Nikt nie zaszedł daleko w biznesie bez zrozumienia, co znaczą i mówią liczby. Księgowość jest "językiem" biznesu. To może nie jest poezja, ale co najmniej dobra proza.

Jak Pan ocenia polski system bankowy? Czy rząd ma rację w sporze z UniCredito?

Reklama
Reklama

Polski system bankowy jest zdrowy. Banki są silne, a klienci nie mają się czego obawiać. Mogą się cieszyć łatwym dostępem do konkurencyjnych usług bankowych. A akcjonariusze mogą się cieszyć doskonałą stopą zwrotu z inwestycji. Wspaniałe możliwości rozwoju swojej kariery mają także ludzie pracujący w bankach. Wszystko to pozytywnie wpływa na gospodarkę i sprzyja koniunkturze. Pamiętajmy, że banki są jak infrastruktura. Mogą działać na korzyść albo szkodzić, znacznie bardziej innym niż sobie. Jeśli chodzi o dyskusję na temat fuzji... Myślę, że problem zostanie w końcu rozwiązany. Konsolidacja jest nieunikniona i zdrowa tak długo, jak banki nie stają się monopolistami na rynku. A tutaj nie widzę takiego ryzyka. Najlepszą gwarancją produktywnego, efektywnego i użytecznego systemu bankowego jest zdrowa konkurencja.

Jak daleko nam do Europy Zachodniej w usługach finansowych?

Nasze usługi bankowe są identyczne. Stanowią część szerszego, europejskiego rynku. Mogę przecież iść do oddziału ING w Amsterdamie albo Warszawie i dostanę te same produkty. Największa różnica polega na czymś, co nazywamy "zaangażowaniem finansowym" - ilością aktywów finansowych w kraju w porównaniu z PKB. Dla Unii Europejskiej średnia ta jest na poziomie 90 proc., w Polsce wynosi około 45 proc. Ponieważ jednak ludzie więcej oszczędzają i pożyczają, ta liczba będzie rosnąć.Dlaczego małe i średnie przedsiębiorstwa w Polsce niechętnie zaciągają kredyty, a banki wcale nie są tak chętne ich udzielać?

Wiele małych firm po prostu nie potrzebuje kapitału pożyczkowego. Albo też, jeśli to firmy rodzinne, działa w bardzo konserwatywny sposób. Powszechnym wyzwaniem dla małego biznesu okazuje się dostęp do finansowania. Niewielka skala działania i brak przejrzystości sprawia, że przedsiębiorstwa te nie są atrakcyjne dla ostrożnie podejmujących ryzyko banków. Zaciągnięcie kredytu przez firmę małą lub średnią choć jest zadaniem ambitnym, z całą pewnością nie jest niemożliwe! W dziedzinie finansów kapitał jest jak pszczoły, które próbują znaleźć miód. Większość banków bardzo stara się obsłużyć sektor MSP. Jest zbyt ważny, żeby móc go zignorować.

Jakie są główne różnice między bankowością w Polsce i w innych krajach UE?

Dziś nie ma zbyt wielu różnic. Charakterystyczną cechą dla Polski i innych nowych członków UE w przeciwieństwie do krajów Europy Zachodniej jest to, że wiele banków jest w "obcych" rękach. W Polsce nawet 70 proc. aktywów systemu bankowego należy do zagranicznego kapitału, ale w krajach Europy Środkowej ten procent jest często wyższy. Jednak co oznacza "obcy", "zagraniczny" w coraz bardziej zglobalizowanej gospodarce? Czy bank z zaprzyjaźnionego państwa unijnego jest naprawdę obcy w innym kraju Unii? Rzecz w tym, że paradygmat "oni" kontra "my" staje się coraz bardziej niemodny.

Reklama
Reklama
Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama