Rentowność amerykańskich obligacji jest obecnie tematem numer jeden na światowych giełdach. Zmiana oczekiwań rynkowych odnośnie do kolejnych podwyżek stóp procentowych napędza zwyżkę rentowności papierów skarbowych w USA. I chodzi tu nie tylko o to, że coraz bardziej opłacalne amerykańskie obligacje potencjalnie szkodzą notowaniom akcji na bardziej ryzykownych rynkach wschodzących. Jest też kwestia krzywej dochodowości, która traktowana może być jako wskaźnik wyprzedzający koniunktury gospodarczej.

W końcu lutego pisaliśmy,

że rentowność amerykańskich

10-latek spadła poniżej rentowności 2-latek. Innymi słowy, odwróciła się krzywa dochodowości obligacji. Ta dość nietypowa sytuacja w przeszłości niemal zawsze wróżyła nadejście recesji w gospodarce USA. Tymczasem obecnie krzywa dochodowości powraca do normalnego kształtu. W marcu rentowność 10-latek podskoczyła z 4,6 proc. do prawie 4,9 proc., czyli o 30 pkt bazowych. Tymczasem rentowność 2-latek - która rosła przede wszystkim w lutym - zwiększyła się wyraźnie mniej, bo o ok. 15 pkt bazowych. Wczoraj dochodowość 10-latek była wyższa niż 2-latek: 4,88 proc. wobec 4,85 proc.

Czyżby rację miał zatem Fed, który przekonywał, że odwrócona krzywa była nie zwiastunem recesji, ale skutkiem przepływu nadmiaru oszczędności z gospodarki światowej do USA? Możliwe, że faktycznie był to błędny sygnał, ale nie da się tego jeszcze przesądzić. W przeszłości zdarzyło się już, że krzywa szybko powróciła do normalnego kształtu i wydawało się, że gospodarka i giełda mają się dobrze, ale był to przedwczesny optymizm. W czerwcu 1998 r. krzywa odwróciła się jedynie na jeden miesiąc. Kiedy powróciła do normalnego kształtu, na rynku akcji - podobnie jak obecnie - panowała ciągle świetna koniunktura. Ale tylko do połowy lipca. Później doszło do panicznej wyprzedaży, która w ciągu półtora miesiąca zepchnęła S&P 500 o prawie 20 proc. w dół. Być może zatem niedocenianie odwróconej do niedawna krzywej rentowności to nieostrożność.