W ciągu ostatnich dwóch lat Grupa Żywiec straciła pozycję lidera w branży browarniczej na rzecz Kompanii Piwowarskiej. Dlaczego tak się stało i czy widzi Pan szanse na odzyskanie pierwszego miejsca?
Pytanie sugeruje, że pozycję lidera uzależnia pan od ilości sprzedanego piwa. A to niekoniecznie musi być prawdziwe postrzeganie rynkowej hierarchii. Dlatego nie mogę się zgodzić z takim arbitralnym stwierdzeniem, że utraciliśmy pierwsze miejsce w branży piwnej. Świadczy o tym choćby pozycja naszych marek w poszczególnych kategoriach piw. Żywiec wciąż jest najlepiej sprzedającym się piwem z segmentu premium, Heineken jest bezsprzecznym liderem segmentu piw międzynarodowych sprzedawanych w kraju. Poza tym o znakomitej kondycji firmy świadczą też nasze wyniki finansowe. Dlatego pytanie powinno brzmieć nie czy wrócimy na pozycję lidera, ale czy się na niej utrzymamy. I na tak postawione pytanie mogę powiedzieć, że z pewnością.
W ubiegłym roku Grupa Żywiec poprawiła jednak swoją sprzedaż tylko o 1 proc., mimo że cała branża zanotowała wzrost sprzedaży o 5 proc. Czy to nie świadczy o mniejszej elastyczności koncernu, który czuje się zbyt pewnie na rynku?
Niekoniecznie, bo w ubiegłym roku podjęliśmy kilka istotnych decyzji, które właśnie mają usprawnić działalność firmy i przyczynić się do optymalizacji osiąganych wyników. Mówię tu o rezygnacji z produkcji kilku marek piw o małym wolumenie sprzedaży jak Heweliusz czy EB. To spowodowało, że dynamika sprzedaży w grupie nie była tak wysoka. Nie zdążyliśmy jeszcze zagospodarować nisz pozostałych po wycofanych markach. Ale to jednocześnie świadczy, że cały czas obserwujemy zmiany dokonujące się w otoczeniu rynkowym i staramy się za nimi nadążać.
Dlaczego niektóre lokalne marki upadają - na przykład Heweliusz, a inne osiągają sukces - choćby Kujawiak czy Królewskie?