W ubiegłym tygodniu Małgorzata Czarzasty, jeden z większych akcjonariuszy Muzy (i członek zarządu spółki) oraz prezes Marcin Garliński sprzedali część akcji wydawnictwa. Czarzasty za pulę 38,1 tys. walorów zainkasowała w ciągu dwóch dni blisko 580 tys. zł. Prezes Garliński w tym samym czasie sprzedał ponad 18 tys. akcji za ponad 272 tys. zł.

- Zostawiłem sobie część pakietu i nie zamierzam sprzedawać w najbliższym czasie, czyli ani w tym, ani w przyszłym roku - deklaruje.

Jako pierwsza w tym roku część akcji Muzy sprzedała Anna Staniszewska, zasiadająca w radzie nadzorczej. Pod koniec marca podobnie postąpiły kolejne trzy osoby. Stanisław Stępień, też z rady, handlował akcjami 28 marca. Grażyna Kaczmarek - dzień później. Bogumiła Genczelewska, członek zarządu Muzy: zarówno 28 jak i 29 marca. Łącznie te cztery osoby "wysypały" na rynek ponad 68 tysięcy walorów wydawnictwa (2,38 proc. wszystkich) i zainkasowały za nie ponad 908 tys. zł. Razem z kwietniowymi transakcjami prezesa Garlińskiego i M. Czarzastej menedżerowie Muzy pozbyli się akcji za ponad 1,7 mln zł.

Kurs Muzy, jak wielu innych firm na warszawskiej giełdzie, rośnie dzięki hossie. Trudno o inne powody. Co pewien czas wycena firmy osiąga kolejne szczyty. Kurs zanotował roczne maksimum całkiem niedawno, gdy dobił do 15,6 zł. Wydawnictwo jest niewielkie, wprawdzie szuka możliwości wzrostu i planuje wejście w segment książki dziecięcej, ale te informacje już dawno są znane graczom. M. Garliński już nie raz mówił nam, że w firmie nie dzieje się nic, co by usprawiedliwiało tak duży wzrost wartości akcji na giełdzie.

Wczoraj, drugi dzień z rzędu akcje wydawnictwa traciły. Kurs spadł o 14,2 proc. i na koniec sesji wyniósł 12,7 zł. Przy tym kursie cała firma jest warta 36,2 mln zł, podczas gdy jej przychody po czterech kwartałach 2005 roku to nieco ponad 17 mln zł, a zysk 1,5 mln zł.