Patrząc szerzej, a więc przyglądając się nie wynikom pojedynczych spółek, lecz całemu rynkowi, wahania kursowe wpływają na zachowania na parkiecie trójtorowo. Po pierwsze, umacniający się złoty oraz przeświadczenie, że trend ten się utrzyma, powodują wzrost kursów na rynku akcji. Mocna waluta przyciąga zagranicznych inwestorów, ponieważ zwiększa ich stopy zwrotu z inwestycji w naszym kraju. Chociaż zmiany kursowe mogą się wydawać mało istotne w stosunku do wahań na rynku akcji, to jednak wpływ umocnienia bądź osłabienia złotego jest naprawdę duży. Przykładowo, podczas hossy w latach 1995-2000, gdy złoty niemal nieustannie słabł w stosunku do dolara, stopa zwrotu z WIG20 wyniosła 229 proc. Jednak jeśli weźmiemy pod uwagę zmiany kursowe, wynik będzie już inny. Ta sama stopa zwrotu wyrażona w dolarach wynosi 96 proc., różnica jest więc pokaźna. Z kolei od kiedy w 2001 WIG20 zakończył spadek w okolicach 1 tys. punktów, mamy do czynienia ze złotym zdecydowanie umacniającym się względem amerykańskiej waluty. Stąd też zwrot z inwestycji w rodzimej walucie i w dolarach wyniósłby dla okresu lat 2001-2005 odpowiednio 169 proc. i 253 proc. Wobec takich statystyk nie dziwi fakt, że rosnąca siła złotego powoduje zwiększony napływ kapitałów zagranicznych na GPW.
Zagraniczni inwestorzy bardzo umiejętnie wykorzystują możliwości uzyskania dodatkowego zarobku wynikającego z umacniającej się waluty. Napływ i odpływ pieniędzy zachodnich inwestorów idzie zawsze w parze z umacnianiem się bądź osłabianiem naszej waluty. Przykładowo, od początku 2000 r. do połowy 2001 r., gdy złoty zyskiwał na wartości, zagraniczne inwestycje portfelowe wzrosły o przeszło 700 mln złotych. Następnie, w okresie deprecjacji lokalnego pieniądza do początku 2004 r., Zachód wycofał z polskiej giełdy 2,5 mld złotych. W ostatnim czasie jednak ubytek ten został znów uzupełniony, i to z dużą nadwyżką. Odkąd złoty znów się umacnia, na GPW pojawiło się około 4,65 mld zł z zagranicznych funduszy.
Waluta i indeksy giełdowe to naczynia połączone, które wzajemnie na siebie wpływają. Nie tylko poprzez napływ kapitału z zagranicy zyskuje na sile złoty, ale i vice versa. Dowodów nie trzeba szukać daleko, wystarczy spojrzeć na GPW, gdzie ostatni spadek giełdowych indeksów pociągnął za sobą deprecjację rodzimej waluty.
Niepokojącym sygnałem jest dość regularny spadek zagranicznych inwestycji portfelowych widoczny od września 2005 r. Z jednej strony coraz częściej mówi się, że nasza giełda staje się względnie droga i ryzykowna (szczególnie biorąc pod uwagę ryzyko polityczne) w stosunku do innych emerging markets. W lutym, w ciągu jednego dnia, kiedy to prezydent Lech Kaczyński oświadczył, że zastanawia się nad rozwiązaniem parlamentu, z giełdy wyparowało 1,6 mld zł. Z drugiej strony, tendencja ta może wyrażać brak wiary zachodnich analityków w dalszą aprecjację złotego. Bywają wprawdzie również bardziej optymistyczne jednostki (niedawna rekomendacja "akumuluj złotego"), jednak - szczególnie w ostatnim czasie - są raczej w mniejszości. Z dwóch koncepcji, pierwsza wydaje się jednak bardziej prawdopodobna.
Waluta jednak nieistotna?
Kursy walut mają dość duże znaczenie w wyznaczaniu równowagi pomiędzy podażą a popytem na papiery wartościowe. Przykładowo, załóżmy że po okresie przejściowej korekty na GPW triumfalnie powróciła hossa. Spowoduje to, że polscy inwestorzy będą przeważać w swoich portfelach papiery spółek z warszawskiego parkietu. Aby kupić więcej krajowych akcji, gracze będą wyzbywać się zagranicznych walorów (wówczas relatywnie mniej atrakcyjnych), i tym samym powodować umocnienie złotego. Co więcej, zwyżka cen akcji (a więc także wzrost "bogactwa" inwestorów) będzie oznaczać większy popyt na pieniądz, co poskutkuje podniesieniem stóp procentowych. To także doprowadzi do umocnienia naszej waluty poprzez przyciągnięcie zagranicznego kapitału. Mechanizm ten działa również w kierunku odwrotnym: wzrost cen na zachodnich giełdach doprowadzi do odpływu dolarów i euro z Polski, a więc osłabienia polskiego pieniądza.