W najbliższy piątek w Waszyngtonie spotykają się przedstawiciele siedmiu potęg przemysłowych świata (G7), a w weekend odbędzie się wiosenna sesja MFW i Banku Światowego. Spodziewany jest początek debaty nad zmianami lansowanymi przez Amerykanów.
Funduszem rządzą kraje bogate. Siła Stanów Zjednoczonych wynosi 17 proc., czyli prawie jedną piątą głosów. Oznacza to, że USA mogą zablokować każdą decyzję, gdyż osiągnięcie porozumienia wymaga poparcia co najmniej 85 proc. głosów. Japonia ma 6,16 proc. głosów.
MFW, powołany w 1945 r., czuwa nad stabilnością kursów walutowych, wzrostem gospodarczym i wkracza do akcji, kiedy pojawiają się problemy. Wówczas współuczestniczy w przygotowaniu programu naprawczego oraz pożycza pieniądze.
Władzom USA zależy na dostosowaniu MFW do zmieniających się okoliczności, a szczególnie na jego większej roli w monitorowaniu polityki walutowej państw. - Bylibyśmy skłonni do skorygowania przysługujących nam praw głosu - deklaruje podsekretarz skarbu USA Tim Adams.
Jedną z tych okoliczności jest rosnąca rola takich państw, jak Chiny, Indie, Korea Południowa i malejące wpływy Europy ze względu na zmniejszający się jej udział w gospodarce światowej. Jednak do reform trzeba będzie ją przekonać.