Tuż przed przerwą świąteczną i na początku bieżącego tygodnia nastąpił gwałtowny skok cen ropy naftowej. Wczoraj osiągnęły one w Nowym Jorku rekordowy poziom 71,80 USD za baryłkę, a w Londynie wzrosły do najwyższego w historii poziomu, przekraczając przejściowo 73 USD.

Tendencję tę podsycały wypowiedzi prezydenta Iranu Mahmouda Ahmadinejada, który zapowiedział kontynuację procesu wzbogacania uranu i przestrzegł państwa zachodnie przed zbrojną interwencją. Tej ostatniej nie wykluczył jednak rząd USA, mimo zapewnień o dążeniu do pokojowego zażegnania sporu.

Uczestnicy rynku boją się konfliktu zbrojnego, gdyż mógłby on doprowadzić do wstrzymania przez Iran dostaw ropy. Tymczasem podaż tego surowca jest i tak ograniczona w związku z walkami w Iraku oraz Nigerii. Obawy wzmaga też coraz większy popyt w Chinach, których gospodarka osiągnęła w I kwartale szybszy niż przewidywano wzrost o 10,2 proc.

Nowym zjawiskiem była w ostatnich dniach szybsza zwyżka notowań w Londynie niż w Nowym Jorku. Ropa Brent jest bowiem zbliżona do gatunków, którymi można zastąpić w Europie surowiec z Iranu. Natomiast w USA wzrost notowań hamowały w pewnym stopniu największe od ośmiu lat rezerwy ropy. W zeszłym tygodniu zmalały one jednak, przyczyniając się do rekordowo wysokiej ceny.

W Londynie gatunek Brent z dostawą w czerwcu kosztował wczoraj po południu 72,62 USD za baryłkę w porównaniu z 72,51 USD w końcu sesji wtorkowej i 69,42 USD w poprzednią środę.