Po czwartkowej przecenie wczoraj mieliśmy nieśmiałe próby podniesienia rynku. Na tyle nieśmiałe, że celu nie udało się osiągnąć. Przecena była jednak zbyt silna, by popyt mógł szybko zebrać siły do kontrataku. Na taki trzeba będzie poczekać do przyszłego tygodnia.
Wczorajsza próba wzrostu zatrzymana została dokładnie na poziomach, które wcześniej uchodziły za wsparcia. Skoro w czwartek zostały one przełamane, to teraz okazały się skutecznymi oporami. Tymi poziomami są 3180 pkt w przypadku kontraktów oraz 3200 pkt w przypadku indeksu. To właśnie fakt, że cenom nie udało się wyjść ponad te poziomy, sprawia, że nie można jeszcze mówić, że spadkowa korekta jest już za nami. Wczorajsze niezbyt wiarygodne próby wzrostu to za mało. Potrzebny jest poważniejszy sygnał, jak choćby właśnie wyjście nad opory, by ogłosić powrót byka.
Prawdopodobnie, po nieudanej wczorajszej próbie powrotu do wzrostów, w przyszłym tygodniu spadek rozpoczęty w czwartek zostanie pogłębiony. Nie sądzę, by cały tydzień miał zakończyć się źle. W tej chwili kluczowym wsparciem pozostaje poziom małej konsolidacji z 19 kwietnia. Przypomnę, że na wykresie indeksu została na analogicznym poziomie wykreślona luka hossy. Zejście cen pod to wsparcie będzie już na tyle znaczące, że może uruchomić graczy średnioterminowych (zamknięcie pozycji). Jednak póki to nie nastąpi, nie ma sensu poddawać się rynkowym zmianom nastrojów. Głębsza korekta musiała się kiedyś pojawić, bo kilka wcześniejszych było zbyt płytkich. Taki spadek jeszcze nie oznacza końca ponad czteroletniej hossy. Na takie wnioski jest w tej chwili zdecydowanie za wcześnie. W końcu mamy za sobą ledwie jeden dzień spadku ceny i jeden dzień uspokojenia. To nie jest zachowanie rynku w początkach bessy. Wtedy nie ma chęci na uspokojenie.