Sekta hossy wciąga do swojego grona coraz liczniejszą grupę wyznawców kultu pieniądza. Śledzenie fundamentów spółek stało się teraz zajęciem dla pasjonatów, a rynkowa większość wyznaje znaną zasadę, że chciwość jest dobra. Im kurs spółki bardziej rozchwiany, im akcje mniej płynne, tym stopa zwrotu okazuje się wyższa. O jakichkolwiek przestrogach czy terminach, takich jak - ochrona kapitału - prawie nikt nie chce słyszeć. Trwająca fala hossy w przyspieszonym tempie wychowuje pokolenie inwestorów, którzy nie tylko polegną kiedyś w czasie nieuchronnej bessy, ale też rozpuszczeni skalą niedawnych zwyżek nie będą potrafili poradzić sobie w czasie choćby tylko dłuższej konsolidacji.
Swoje podejście do rynku najlepiej sprawdzić poprzez prosty test zainspirowany przez KGHM. Spółka, stosując hedging, zabezpiecza część produkcji przed zmianami cen surowca i walut. W ostatnim okresie wynik na tych operacjach przeprowadzanych w poprzednich kwartałach musiał przy tak silnym wzroście cen miedzi mieć istotny negatywny wpływ na wynik finansowy spółki. Przypomnijmy jednak raz jeszcze w tym miejscu, że rolą hedgingu jest nie zarabianie, ale jedynie zabezpieczenie. Różnicę w podejściu do tematu pokazują wypowiedzi prezesa KGHM i poszczególnych analityków. Prezes taki hedging nazywa "stratą", a analitycy w tym przypadku mówią o "utraconych korzyściach". Jeśli którykolwiek z inwestorów nie uczestniczący w ostatnich kilku tygodniach euforycznego wzrostu uznaje brak zarobku za swoją "stratę", to zapewne podzieli los prezesa, czyli po zmianie trendu zostanie "zdymisjonowany". Gra na giełdzie wbrew pozorom jest bardzo prosta - chodzi jedynie o to, by zarobić, a nie o to,
by zarobić jak najwięcej.
W nadchodzącym tygodniu szansę na ten zarobek kreować będą dane makro. Wprawdzie w poniedziałek poznamy jeszcze wyniki PKN, Lotosu, TVN, PGNiG oraz Prokomu, to sezon publikacji
faktycznie skończył się już w piątek wraz z publikacją wyników banków i ostrzeżenia PKN. Teraz uwaga rynku skoncentruje się na danych o inflacji w USA (PPI wtorek i CPI środa) oraz na naszych rodzimych publikacjach od inflacji