Od kilku dni politycy mówią o zmianie na stanowisku szefa rządu. Premiera Kazimierza Marcinkiewicza miałby zastąpić prezes PiS Jarosław Kaczyński. Wczorajsze "Źycie Warszawy" sugerowało, że stanie się to po zakończeniu pielgrzymki papieża Benedykta XVI do Polski (25-28 maja). Politycy PiS potwierdzili, że w ich partii powstaję nowe stanowiska (sekretarza generalnego i przewodniczącego zarządu), aby odciążyć prezesa Kaczyńskiego. Zaprzeczyli jednak, że ma to związek ze zmianą na stanowisku szefa rządu.
Pogłoski o swoim odejściu dementował sam premier. - Ile lat musi upłynąć, by przestać odpowiadać na to pytanie? - pytał dziennikarzy. Różnice między premierem a prezesem PiS są coraz wyraźniejsze. Wiceprzewodniczący klubu PiS Marek Kuchciński przyznał wczoraj, że często dyskutuje się o obsadzie personalnej spółek Skarbu Państwa. Kontrowersje budzi zwłaszcza pozostawienie kojarzonego z lewicą Cezarego Stypułkowskiego na stanowisku szefa PZU. - To jest skandal, że taki człowiek kieruje taką wielką firmą - mówił Marek Kuchciński w Radiu Zet.
O tym, że w PiS wrze, świadczyć mogą także spotkania, jakie w tym tygodniu premier odbył z prezydentem Lechem Kaczyńskim i szefem PiS. Zmianę na stanowisku premiera sugerują także koalicjanci - Samoobrona i LPR.
Tymczasem analitycy rynku kapitałowego twierdzą, że do scenariusza dymisji Marcinkiewicza należy się już przyzwyczajać.