Notowania wczoraj zaczęły się fatalnie, bo inaczej nie mogły się zacząć. Uczestnicy rynku nadal byli pod wrażeniem przeceny, jaka miała miejsce w drugiej części poprzedniej sesji. Można przypuszczać, że część brokerów była zmuszona zamknąć sporą liczbę pozycji, które nie były już pokryte wpłaconym depozytem. Mimo że na początku sesji nastroje nie były najlepsze, wynik całego dnia nie jest już tak jednoznacznie przygnębiający.
Krótko po rozpoczęciu notowań na rynku akcji zanotowaliśmy dołek, który stał się minimum sesji. Dołek ten jest o tyle ważny, że pojawił się w okolicy 3000 pkt. Warto przypomnieć, że jest to poziom styczniowego szczytu, który udało się pokonać dopiero w czasie kwietniowego ożywienia. Tym razem poziom ten zadziałał jako wsparcie. Czy oznacza to już powrót do trendu? W tej chwili jest za wcześnie, by mówić o zakończeniu korekty spadkowej.
Tak naprawdę wiele będzie zależeć od zachowania rynku na poziomie 3150-3200 pkt. Jest to w tej chwili poważny opór, który może sprawić bykom wiele kłopotu. Dopiero jego przełamanie uprawni to oczekiwanie na atak na szczyt hossy. Wczorajsze dobre zakończenie sesji daje nadzieję na zbliżenie się do tego poziomu. Warto przy tym zauważyć, że dzięki dobrej końcówce udało się utrzymać ceny nad poziomem małej konsolidacji z 19 kwietnia br. Podobnie ma się sprawa luki hossy na wykresie indeksu. Słabym początkiem sesji została ona zamknięta, lecz nie straciła własności jako wsparcia. Wczoraj wyznaczone minima są teraz najbliższymi wsparciami i powinny być bronione, jeśli popyt myśli jeszcze o powrocie do okolic szczytów.
O skali zmian, jakie zaszły na naszym rynku, niech świadczy zamieszanie, jakie pojawiło się na liście uczestników konkursu inwestycyjnego. Gdy kontrakty kreśliły szczyty, chwile euforii przeżywał "Moniś". Spadek cen o 10 proc. zmiótł go z rynku. Teraz prym wiedzie "Sylka1". Gratulacje, choć do końca maja jeszcze kilka sesji, a jak widać przy tak rozchwianym rynku wiele się może zdarzyć. Jedno jest pewne: by wygrać konkurs, trzeba grać w sposób, który niewiele ma wspólnego z realnym inwestowaniem. Podejmowany poziom ryzyka zakłada świetną trafność, która przez dłuższy czas jest nie do utrzymania. Pamiętajmy - wygrana to w dużej mierze kwestia szczęścia
niż faktycznych umiejętności