Wydarzenia na giełdowych parkietach z ostatnich tygodni są dość specyficzne. Wyprzedaż akcji nastąpiła tak naprawdę bez istotnego powodu, bo trudno za taki uznać 16, kolejną podwyżkę stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych. Jedynym rozsądnym uzasadnieniem przeceny jest to, że wcześniej inwestorzy ulegli zaślepieniu i szybko windowali notowania, nie bacząc na sygnały ostrzegawcze. Jeśli przyjmiemy taką interpretację, to szczególnie w odniesieniu do rynków wschodzących można mówić o nadmuchaniu spekulacyjnej bańki. W tym kontekście istotne jest pytanie, kiedy cały proces się zaczął, gdyż przy założeniu powstania spekulacyjnego balonu można oczekiwać, że fala spadkowa w najlepszym wypadku zniesie go w całości, a w najgorszym sięgnie znacznie głębiej.
Negatywne zjawiska zaczęły się pół roku wcześniej
Spadek notowań na rynkach wschodzących z ostatnich dwóch tygodni zredukował cały wzrost wypracowany przez dwa miesiące od pierwszej połowy marca. Notowania nie miały siły nawet się odbić. To potwierdza przypuszczenie o nadmuchiwaniu bańki w poprzednich miesiącach. Czy można jednak odnaleźć moment, w którym spekulacja wzięła górę nad fundamentami?
Wiele wskazuje na to, że zaczęło się to jesienią minionego roku. Od tego czasu zaczęły wyraźnie rozchodzić się notowania akcji i obligacji z rynków wschodzących, podążające dotąd w górę w podobnym tempie. Licząc od początku 2003 r. i uwzględniając zmiany lokalnych walut do dolara, akcje dały do końca października 2005 r. zarobić 111 proc, obligacje 79 proc. W pierwszej połowie maja tego roku było to odpowiednio 200 proc. oraz niecałe 110 proc.
Równocześnie od jesieni 2005 r. obserwowaliśmy stopniową polaryzację notowań na poszczególnych emerging markets. Zjawisko przybrało skrajną formę w pierwszych miesiącach tego roku, kiedy uwaga inwestorów skoncentrowała się przede wszystkim na Rosji, Chinach oraz Indiach. Blado na ich tle wypadał natomiast największy rynek wschodzący, jakim jest Korea. Tamtejsze akcje w I kwartale tego roku straciły nawet nieco na wartości.