Reklama

Moja firma poprawi rentowność

Publikacja: 27.05.2006 09:15

Jak Pan ocenia wyniki spółki po I kwartale?

Jestem zadowolony z niezłej sprzedaży. Obroty na poziomie 180 mln zł pokazują, że ComputerLand nie ma problemów z pozyskiwaniem nowych zleceń. Wynik operacyjny, gdyby nie spore koszty związane z wynajźciem firmy doradczej, z którą razem opracowaliśmy program wzrostu efektywności i zyskowności, byłby pewnie podobny do rezultatów z każdego z trzech pierwszych kwartałów 2005 r., czyli wyniósłby ok. 8 mln zł. Nie jestem usatysfakcjonowany wynikiem netto, na który niekorzystnie wpłynęły wydatki związane z wcześniejszym wykupem obligacji.

Strata netto może budzić pewne zaniepokojenie inwestorów. Czy II kwartał ComputerLand również zakończy na minusie, tak jak pierwsze trzy miesiące roku?

Sądząc po kursie naszych akcji, chyba nie widać tego zaniepokojenia. Jeśli chodzi o II kwarta to nadal walczymy o jak najlepszy wynik. Ale zdecydowanie najbardziej zyskowne bźdą III i IV kwartał.

Pierwsze półrocze bździe zatem słabe?

Reklama
Reklama

Tak, ze względu na koszty restrukturyzacji. Nadrobimy ten okres z nawiązką w drugiej połowie roku. Nie chcemy zawieść inwestorów.

Zapytam wprost: czy jest szansa, że tegoroczne wyniki będą lepsze, a co najmniej porównywalne z zeszłorocznymi?

Pod względem zyskowności nie wyobrażam sobie innego scenariusza.

Mimo słabego I półrocza?

Tak. Kto nie wierzy, niech przyjrzy się naszym wynikom w 2005 r. Mieliśmy wtedy znakomite II półrocze.

A przychody?

Reklama
Reklama

To drugorzędna kwestia. Cieszymy siź, że w I kwartale sprzedaż wzrosła o 20 proc., ale zwiększanie obrotów w tym roku nie jest naszym priorytetem. Koncentrujemy się na wzroście zysków. Chciałbym przekraczać poziom 1 miliarda złotych przychodów tylko z dobrą zyskownością.

Jakie koszty restrukturyzacji nie zostały jeszcze rozliczone i obciążą wynik za II kwartał? Odprawy dla zwalnianych pracowników?

Ten element na pewno w jakimś stopniu zaciąży na naszych wynikach. Zatrudnieni, z którymi rozstaje się ComputerLand, z reguły nie muszą świadczyć obowiązku pracy, ale otrzymują wynagrodzenia. Trzeba pamiętać, że temat obligacji zostanie zamknięty dopiero 22 maja, co oznacza wydatki, na szczęście sporo mniejsze niż w I kwartale. Należy się również liczyć z tym, że program zwiększania efektywności spółki w początkowym okresie oznaczać będzie głównie dodatkowe koszty. W całym roku ma to być 4 mln zł. Warto je ponieść pamiętając o oszczędnościach 50 mln złotych, jakie realizacja programu ma nam przynieść w ciągu 24 miesięcy.

Czym ComputerLand zaskoczy inwestorów w II półroczu, które - jak Pan zapowiada - ma być znacząco lepsze niż pierwsze sześć miesięcy?

ComputerLand nie lubi zaskakiwać inwestorów. Mamy stabilną i szeroką bazę klientów, czym różnimy się od naszej konkurencji, która siłę buduje na kilku dużych zleceniach. To pozwala nam w dużej mierze uniezależnić się od wahań koniunktury w poszczególnych segmentach gospodarki. Konsekwentnie chcemy budować pozycjź spółki na dwóch silnych filarach: klientach z sektora finansowego i telekomunikacyjnego. Oba sektory co roku zapewniają nam bardzo solidne przychody i marże. Do tego dochodzą: zdrowie, które po okresie zastoju znowu wraca do łask, oraz dwa obszary rynku, które cały czas nie są do końca wykorzystaną szansą. Mam na myśli sektor energetyczny i oczywiście publiczny. Skupimy się w tych obszarach na najbardziej rentownych projektach, składać bździemy nowe oferty w tych przypadkach, gdy jest duża szansa na wygranie i zyskowną realizację.

Ale na rynku zamówień publicznych nic wielkiego się nie dzieje, a największe przetargi wciąż są przesuwane w czasie.

Reklama
Reklama

Trochę się jednak dzieje? W naszym przypadku w I kwartale przychody z sektora publicznego stanowiły ok. 30 proc. całości obrotów. Nigdy nie mieliśmy tak dobrego kwartału w tej pozycji!

Minął czas wielkich, dużych przetargów. Wielkie wdrożenia są dzielone na kilka, kilkanaście mniejszych kawałków. Na każdy ogłaszany jest osobny konkurs. W ComputerLand nie miał dotąd szczęścia do wygrywania z konkurencją pojedynków o największe zamówienia publiczne.

Co się dzieje z prezentowanymi z wielką pompą rok temu planami ekspansji ComputerLandu na rynek rosyjski? Na razie inwestorzy nie doczekali się żadnej informacji o nowych zleceniach.

To prawda, że na razie ponosimy jedynie koszty naszej obecności na tamtym rynku. Produkt, z którym tam idziemy - Flexcube firmy i-flex - najlepszy i najchętniej wybierany na świecie system centralny dla banków, jest hitem rynkowym. To rozwiązanie, które podbija świat. My mamy największy na świecie, nie licząc i-fleksa, zespół wysoko wykształconych specjalistów od tego rozwiązania. Na pewno doczekamy siź zwrotu z tej inwestycji. Siedem lat temu też przez ponad rok inwestowaliśmy w system Profile, a potem odnieśliśmy sukces na rynku. Trochę cierpliwości?

To samo słyszałem rok temu. Teraz znowu wydaje się Pan mamić inwestorów.

Reklama
Reklama

Nigdy nie mamiłem i nie będą mamić żadnego z inwestorów. Wszystko wymaga czasu. Dlatego zdecydowaliśmy, że będziemy informować jedynie o konkretnych sukcesach na rynku rosyjskim. Wierzę, że kierunek, który obraliśmy, jest słuszny. Podpisaliśmy pierwsze niewielkie zlecenia w Rosji u klientów, którzy nas najbardziej interesują - między innymi z bankiem z pierwszej trójki w tym kraju. To jaskółki, które pokazują, że ComputerLand może sporo ugrać na tym rynku.

Kiedy ten rynek "zaskoczy" i spółka wreszcie poinformuje o dużym kontrakcie? W tym roku?

Tak, liczymy na ten rok. Z tak wyszkolonym teamem ekspertów jesteśmy do tego przygotowani. Na razie wykorzystujemy ich kompetencje i know-how w innych kontraktach bankowych w Polsce i za granicą.

Wygląda to na łatanie dziur w oczekiwaniu na duże zlecenia, które nie nadchodzą.

Nie zgodzź siź z tą opinią. Wynajmowanie wysoko wykwalifikowanych pracowników jest bardzo opłacalne. Czźsto bycie podwykonawcą u dużych graczy jest nawet bardziej rentowne niż branie na siebie całej odpowiedzialności za powodzenie kontraktu. Po drugie, żeby zarobić, trzeba zainwestować.

Reklama
Reklama

A może ComputerLand ma w zanadrzu jakieś inne kierunki ekspansji zagranicznej niż rynek wschodni? Grupa Prokom mocno forsuje kierunek bałkański.

Nas interesuje tylko i wyłącznie Rosja i Ukraina. A jeśli chodzi o resztź świata, to chcemy być partnerem wdrożeniowym w projektach i-fleksa.

Celem restrukturyzacji spółki jest poprawa, bardzo niskiej do tej pory, rentowności. Jaki pułap Was interesuje?

Chcemy, żeby nasza rentowność operacyjna wynosiła 8-9 procent.

Kiedy będzie to możliwe? W tym czy przyszłym roku?

Reklama
Reklama

W tym roku bdzie to ciężkie zadanie. Zgodnie z ogłoszonymi planami, powinniśmy osiągnąć nasz cel w 2-3 lata. Pierwsze efekty wprowadzanych zmian będą już widoczne w drugim półroczu.

Czy restrukturyzacja dotyczy też struktury grupy kapitałowej?

Zdecydowanie tak. Chcemy ją znacząco uprościć. Docelowo chcielibyśmy mieć w grupie kilka silnych spółek odpowiedzialnych za poszczególne fragmenty rynku.

Łączenie firm i wykupywanie mniejszościowych udziałowców tych przedsiębiorstw oznacza wydatki. Jak duże?

Nie będą to duże kwoty, bo w większości spółek jesteśmy jedynym lub większościowym udziałowcem.

Jakie są teraz plany konsolidacji rynku? ComputerLand chwali się, że mimo wykupienia obligacji wciąż ma 75 mln zł na przejęcia.

Akwizycje były, są i będą jednym z elementów naszej strategii. Chcemy kupować spółki, które uzupełnią nasze kompetencje w sektorze przemysłowym, głównie energetyce i chemii. Myślimy również o przejęciu firm z sektora publicznego. Cały czas rozważamy także akwizycje w Rosji i Ukrainie. Ale podchodzimy do nich z dużą rezerwą.

Ile ComputerLand jest gotów zainwestować za granicą?

Kwoty nie będą przekraczać kilku milionów euro.

A w Polsce?

Średnia wartość transakcji w naszym kraju to 3-5 mln zł w przypadku mniejszych firm, do 40 mln zł przy większych. Być może w pojedyWykorzystując efekty synergii, będziemy powiększać ich rynek.

Podsumowując: ComputerLand przeznaczy I półrocze na czyszczenie i restrukturyzację spółki, żeby od II półrocza i w kolejnych latach pokazać wreszcie, że firma jest w stanie generować dużo wyższe zyski niż teraz?

Dokładnie tak. Program, który wdrażamy, jest rozpisany na lata i przyniesie korzyści w znacznie dłuższym, niż tylko kilkumiesięczny, horyzoncie. Sprawi, że ComputerLand będzie jeszcze bardziej konkurencyjny w walce z największymi europejskimi i z światowymi graczami. Stawiamy na zysk, bo to on jest miarą odniesionego sukcesu. Rynek dobrze przyjął przyjętą przez nas strategię rozwoju. Po spotkaniach z inwestorami wiem, że możemy liczyć na poparcie z ich strony.

Dziękuję za rozmowę.

CV

Michał Danielewski

Ma 37 lat, żonaty. Jest absolwentem Wydziału Elektrycznego

Politechniki Warszawskiej. W 1999 r. ukończył INSEAD - Program for Young Managers. W 2002 r.

szkolenie Leading Professional

Service Firms, a w 2004 r.

Strategic Negotiations Dealmaking for the long term - obydwa

zorganizowane przez Harvard

Business School.

Ze spółką jest związany od samego początku zawodowej kariery. Pracę w firmie rozpoczął w 1992 roku jako inżynier handlowiec.

W latach 1994-1997 pracował na stanowisku dyrektora oddziału ComputerLand Warszawa.

Od 1997 r. pełnił funkcję

wiceprezesa zarządu, od roku 2002 był dyrektorem generalnym

i zastępcą prezesa.

Teraz (od połowy 2005 r.) pełni funkcję prezesa

zarządu ComputerLandu. Jego

hobby to pływanie, narciarstwo

i tenis ziemny.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama