Polskie władze intensywnie pracują nad tym, jak rozwiązać kontrakty długoterminowe na zakup energii elektrycznej. Trzeba to robić w taki sposób, aby nie doprowadzić elektrowni na skraj bankructwa, a jednocześnie spełnić wymagania Komisji Europejskiej.
KDT-y były zawierane w latach 1994-1998 między krajowymi wytwórcami energii a dystrybutorem - Polskimi Sieciami Elektroenergetycznymi. Dzięki nim elektrownie miały zapewnioną sprzedaż prądu przez kilka, a niektóre nawet przez ponad dwadzieścia lat. Poziom cen ustalony w kontraktach był wyższy od obowiązującego na rynku. KDT-y stały się zabezpieczeniem kredytów bankowych o wartości ok. 20 miliardów złotych. Pożyczki pozwoliły zainwestować w odbudowę i unowocześnienie mocy wytwórczych. Z drugiej strony, bardzo zniekształciły rynek energii w Polsce, bo udział zakontraktowanego prądu w całej produkcji wyniósł ponad 60 proc. Okazało się, że wolny handel energią jest prawie niemożliwy.
Co zarzuciła nam Unia?
Z chwilą wejścia do Unii Europejskiej Polska została zobowiązana do tego, aby nie wspierać finansowo krajowych firm, ponieważ zaburza to warunki wolnej konkurencji. Komisja Europejska uznała, że kontrakty długoterminowe, które są korzystne dla elektrowni, trzeba traktować jako niedozwoloną pomoc publiczną. Dlatego pod koniec ubiegłego roku wszczęła przeciwko Polsce postępowanie w tej sprawie.
W branży energetycznej można usłyszeć opinie, że wokół polskich KDT-ów powstało wiele nieporozumień i przekłamań. Komisja Europejska dopuszcza w niektórych przypadkach państwową pomoc, ale musi ona być jawna i przejrzysta. Możliwe zatem, że gdyby Polska notyfikowała wcześniej KDT-y, nie byłoby teraz tak mocnej presji ze strony Komisji Europejskiej na ich rozwiązanie.