Niemal wszystkie akcje Zelmera trafiły już w prywatne ręce. Niedawno Skarb Państwa przekazał ostatnie papiery pracownikom. Czy zmienia to sytuację spółki?
Zdajemy sobie sprawę, że głównym celem naszych akcjonariuszy jest wzrost wartości firmy. Dlatego także dla nas jest to cel nadrzędny. Przez kilkadziesiąt lat Zelmer był fabryką, której zadaniem była przede wszystkim produkcja. Teraz udziałowcy kupili akcje, żeby na nich zarobić. Dotyczy to zwłaszcza funduszy inwestycyjnych, które mają 70 proc. kapitału. Sama produkcja już więc nie wystarczy, tym bardziej że działamy w branży, w której jest bardzo silna konkurencja i obecne są potężne światowe koncerny, którym musimy stawić czoło. To, czego się od nas oczekuje, to znaczący - co najmniej trzycyfrowy - wzrost w perspektywie kilku lat.
W jaki sposób chcecie osiągnąć ten wzrost?
Obecnie największym naszym atutem jest marka i na niej będziemy opierać wzrost wartości spółki. Będziemy iść w trzech kierunkach - wzrost przychodów w kraju, wzrost przychodów z eksportu i wzrost efektywności.
Zwiększanie udziału rynkowego w naszym wypadku nie jest proste. W kraju jesteśmy liderem na rynku sprzętu AGD. W niektórych segmentach mamy 30-40-proc. udział, a niektórych nawet 70-procentowy. W tych segmentach możemy się umacniać, jednak nie możemy spodziewać się znaczącego wzrostu. Musimy szukać możliwości rozwoju nie tylko w kraju, ale także za granicą.