Skarb Państwa od dawna chce się pozbyć udziałów firm, w których nie ma bezpośredniego wpływu na zarządzanie. W tym celu powstaje w ministerstwie specjalny departament, mający zajmować się m.in. organizowaniem aukcji resztówek.
Minimalne pakiety nie mają żadnego znaczenia przy zarządzaniu firmą, więc firmy nie chcą za nie płacić. - Sam chętnie kupiłbym te udziały, ale w sensie finansowym nic mi to nie daje - mówi Jan Wiśniewski, prezes firmy Obram. - Nakłady, które musiałbym ponieść, nie zwrócą się nawet w ciągu dziesięciu lat.
Aukcje resztówek wydają się lepszym rozwiązaniem. - Jeśli ministerstwo wystawi nasze udziały na aukcji, to istnieje zagrożenie, że wykupią je konkurenci - wyjaśnia prezes. Nie mieliby oni wprawdzie wpływu na zarządzanie, ale zyskaliby w inny sposób. - Mając udział w naszej spółce, mogliby uzyskać informacje o naszych planach czy naszej strategii - mówi J. Wiśniewski. - W firmie niedługo nastąpią duże zmiany. Nie chcielibyśmy, aby ktoś nam przeszkadzał w ich wprowadzaniu - dodaje J. Wiśniewski.Zdaniem prezesa Obramu, aukcje nie dają gwarancji sukcesu. - Konkurencja też liczy pieniądze. Nie jest powiedziane, że będzie się opłacało kupno małego pakietu tylko po to, by mieć wgląd w dokumenty spółki - twierdzi prezes.
Przedsiębiorstwa unikają jednoznacznych wypowiedzi swoich udziałów. - Zobaczymy czy konkurencja stanie do aukcji - kwituje J. Wiśniewski. - Resztówek nikt nie chce kupić, a umorzyć je trudno - mówi posłanka Małgorzata Ostrowska z sejmowej komisji skarbu. Jej zdaniem, aukcje to ciekawy pomysł. - Przyczyni się to do wzrostu zainteresowania pakietami, choć z pewnością nie rozwiąże całego problemu - twierdzi M. Ostrowska.