Po kilku miesiącach manewrów kierownictwo Arcelora wreszcie zgodziło się na spotkanie z Lakshmi Mittalem, który od końca stycznia walczy o przejęcie tej firmy. Oferuje 28,5 mld euro. Hinduski biznesmen chce połączyć dwie największe na świecie spółki stalowe - Arcelora i Mittal Steel - by stworzyć giganta, który miałby większą siłę przebicia w negocjacjach z dostawcami surowców i odbiorcami jego produktów.
Podejmowane przez niego próby nawiązania dialogu z kierownictwem Arcelora długo nie dawały rezultatu. Szefowie luksemburskiej spółki - dyrektor generalny Guy Dolle oraz szef rady nadzorczej Joseph Kinsch - od początku byli przeciwni temu projektowi, który uznali za wrogie przedsięwzięcie.
Wiele uczynili, żeby zniechęcić akcjonariuszy do akceptacji oferty Mittala. Obiecali im wysoką dywidendę i wykup akcji.
Próbowali też zniechęcić Mittala. Aby zmniejszyć atrakcyjność planowanego mariażu, szefowie Arcelora postanowili wyprowadzić ze spółki aktywa niedawno przejętej kanadyjskiej firmy Dofasco. Jej właścicielem ma zostać fundacja. Chodzi o pokrzyżowanie planów Mittala, który obiecał, że odsprzeda Dofasco niemieckiemu koncernowi ThyssenKrupp.
Arcelor w obronie przed Mittalem Steelem zdecydował się też na bardziej spektakularne posunięcie. Dolle i Kinsch pozyskali sojusznika. Umówili się z Rosjaninem Aleksiejem Mordaszowem, kontrolującym Siewierstal, że połączą obie firmy i zepchną Mittal Steel z pozycji lidera światowego rankingu. Mordaszow po wymianie akcji zostałby największym udziałowcem (32 proc.) Arcelora.