Jako bank centralny też zwracaliśmy uwagę, że nakłady na reformę emerytalną przypominają nakłady inwestycyjne na uzdrowienie finansów publicznych. Ale te argumenty ostatecznie się nie przebiły na forum instytucji unijnych i trzeba uznać fakty - dostosować siź do rozwiązań, które zostały przyjźte. Poza tym nawet gdyby nie było problemu z klasyfikacją OFE, to i tak mamy dostatecznie dużo do naprawienia w naszych finansach.
A jak Pan ocenia plany reformy podatkowej, przyjęte przez rząd?
Nie będą odnosić się do kwestii szczegółowych. My zwracamy uwagę, z racji obowiązków ustawowych, na skutki dotyczące stabilności finansów publicznych, przy kolejnych projektach budżetu. Rada sygnalizowała problem niezbilansowania projektu zmian w podatkach - że wprowadzenie zapowiedzianych kroków doprowadziłoby do zwiźkszenia deficytu finansów publicznych przy innych czynnikach niezmienionych.
Chciałbym zapytać o planowane ograniczenia dotyczące kredytów walutowych. One spowodują, że mniej osób bździe mogło zaciągnąć nisko oprocentowany kredyt na mieszkanie w walucie obcej. Jest dosyć dużo krytyki...
Krytyka dotyczy głównie kroków, które w ogóle nie były planowane. To, co zostało wprowadzone w życie, dotyczy przede wszystkim lepszej informacji dla klientów.
Już tutaj są podnoszone argumenty, że duża czźść osób, które dzisiaj mogą wziąć kredyty, za miesiąc nie będzie mogła tego zrobić i że wszyscy stracą.
Wnoszę z relacji medialnych, że jest potrzebna pełniejsza informacja na temat kredytów walutowych. Potwierdzam, że dotychczasowe działania oznaczają głównie lepszą informacjź dla klientów. Tak aby ten, kto podejmuje decyzjź, w jakiej walucie zaciągnąć kredyt, wiedział, jakie jest faktyczne ryzyko i faktyczny koszt. Nigdy nie było mowy o zakazie udzielania kredytów walutowych. W tej chwili jesteśmy na etapie dalszych analiz. Będziemy również brać pod uwagę badania zewnętrznych ośrodków.
Przy okazji chciałbym powiedzieć, że nieprawdziwa jest teza, która wiąże ekspansję kredytów walutowych w Polsce z poziomem stóp złotowych. W jakich krajach obserwujemy duży udział mieszkaniowych kredytów walutowych? Austria - strefa euro i niskie stopy, kraje nadbałtyckie - izby walutowe i niskie stopy, Rumunia - wysokie stopy i Polska - jest bliżej tych niskich stóp.
Więc z czym to wiązać?
Do pewnego stopnia ze strategią poszczególnych banków. Z różną siłą - nie będę komentował, kto z jaką siłą - one realizują strategię ekspansji kredytów walutowych. Warto zwrócić uwagę, że wtedy, gdy mieliśmy wysoką inflację, tego nie było. Dlaczego? Bo w warunkach wysokiej inflacji to w strategiach banków się nie mieściło. Można więc powiedzieć, że ekspansja kredytów mieszkaniowych w ogóle - nie tylko walutowych - jest możliwa dzięki temu, że udało nam się obniżyć inflację. To jest jedna z wielkich niedostrzeganych korzyści z niskiej inflacji. Bardzo szybko rośnie odsetek mieszkań kupowanych na kredyt. Żaden program budżetowy nie dałby takiego efektu.
Niektórzy odbierają plany ograniczenia kredytów walutowych jako rodzaj zemsty za to, że odsuwa się perspektywa przyjęcia euro.
My nie podejmujemy żadnych decyzji w kategoriach odwetu. Nie należymy do tych uczestników życia publicznego, którzy kierują się takimi kategoriami. Każda nasza decyzja jest publicznie uzasadniana. Natomiast można powiedzieć tak - i to jest rozumowanie ekonomiczne - że im krótszy okres oczekiwania na euro, tym krótszy okres utrzymywania się ryzyka walutowego.
Jak Pan ocenia udział kapitału zagranicznego w naszym sektorze bankowym?
Wyniki najnowszych opracowań Banku Światowego, które biorą pod uwagę sto kilkadziesiąt krajów, pokazują, jak niebezpieczne dla banków, a w konsekwencji dla ludzi, jest trwające upolitycznienie banków wskutek własności państwowej. Jeżeli chce się to niebezpieczeństwo wyeliminować, to trzeba zmienić właścicieli z politycznych na prywatnych. A jeśli w punkcie startu brakuje kapitału i wiedzy, bo zostały one zniszczone przez socjalizm, to w ramach otwartych, rzetelnych przetargów będą na ogół wygrywali zagraniczni inwestorzy. Tak było w niemal wszystkich nowych krajach członkowskich UE. Nawiasem mówiąc, pouczające jest doświadczenie Czech, gdzie pierwsza fala prywatyzacji tak naprawdę nie była prywatyzacją, bo banki pozostały de facto państwowe. I skończyło się to dla nich źle. Po smutnych i kosztownych doświadczeniach z czasów Klausa, rząd Zemana, socjaldemokraci, szybko sprywatyzował banki. Teraz Czesi mają ponad 90-proc. udział kapitału zagranicznego w sektorze bankowym, więcej niż my. Z drugiej strony, mamy kraje postsocjalistyczne, w których nie prywatyzowano banków państwowych. Nazwałbym to modelem rosyjskim. Realny wybór w krajach postsocjalistycznych był wiźc generalnie miźdzy modelem środkowoeuropejskim i rosyjskim, pomijając model białoruski.
Dziękuję za rozmowę.