Po spadku notowań Lotosu od kwietniowego szczytu o ponad jedną piątą, kurs znalazł się na poziomie, jaki wynika z przeciętnego pułapu akceptowanych dotąd przez inwestorów wycen. Równocześnie wskaźniki wyceny, takie jak C/ZO, C/WK czy C/S w czasie marcowo-kwietniowej zwyżki nie dotarły do wysokości odnotowanych w styczniu. Można to odczytywać jako wyraz przygotowywania się inwestorów na pogorszenie warunków funkcjonowania spółki i tym samym perspektywź słabszych wyników. W tej sytuacji kluczowym pytaniem jest, czy ostatnia wyprzedaż rzeczywiście stwarza dogodną okazję do kupna tych walorów czy też obawy inwestorów okażą się słuszne i dojdzie do spadku cen ropy naftowej i w konsekwencji obniżenia marż rafineryjnych. To zaowocowałoby kontynuacją zniżki.
Lato będzie gorące?
To, że wskaźniki wyceny nie zdołały w kwietniu pokonać wcześniejszego szczytu, można wiązać z dynamiką zdarzeń na rynku ropy naftowej w tym czasie. Notowania surowca ustanowiły co prawda nowe maksimum, ale towarzyszyły temu wyraźne oznaki słabnięcia tendencji zwyżkowej. W szczytowym momencie 12-miesięczna zmiana ceny ropy nieznacznie przekroczyła 50 proc., podczas gdy przy kształtowaniu wcześniejszych szczytów wynosiła 70-80 proc. Równocześnie notowania zdołały się oddalić od 12-miesięcznej średniej jedynie o 24 proc., choć poprzednio górka na rynku ropy wypadała, gdy ta różnica sięgała 33 proc. (wiosną 2005 r.), 35 proc. (w sierpniu 2005 r.) czy 46 proc. (jesienią 2004 r.).
Te elementy wskazują na trudności z kontynuacją ruchu w górę. Dopóki jednak cena ropy nie znajdzie się poniżej szczytu z końca sierpnia 2005 r. (67,6 USD za baryłkę Brent), scenariusz zakładający konsolidację na obecnych poziomach będzie równie prawdopodobny, jak zwrot koniunktury. Inwestujący na świecie w spółki z branży surowców energetycznych biorą pod uwagę raczej bardziej optymistyczne scenariusze. Świadczyła o tym dynamika marcowo-kwietniowego wzrostu notowań akcji z tego sektora. Niewiele ustępowała sile, z jaką podnosiła się cena ropy. Natomiast przez ostatnie dwa lata widoczne były różnice w skali ruchu cen papierów firm związanych z branżą surowców energetycznych oraz ropy. Widać to wyraźnie, jeśli zestawimy ich 12-miesięczne zmiany. Podczas kształtowania szczytu na rynku ropy na jesieni 2004 r. różniły się prawie o 50 pkt proc., w sierpniu 2005 r. już tylko o niecałe 30 pkt proc., a ostatnio jedynie o mniej niż 14 pkt proc. W tych dysproporcjach znajduje odbicie zmiana nastawienia inwestorów z niedowierzania w trwałość trendu na rynku ropy do coraz większej pewności o nieuchronności jego kontynuacji.
Wzrost notowań ropy przez kolejne 12 miesięcy przez ostatnie dwa lata ani razu nie był niższy niż 13 proc. Można zakładać, że spadek dynamiki ruchu poniżej tego poziomu byłby istotnym potwierdzeniem pesymistycznych zapatrywań na koniunkturę na rynku tego surowca. W ubiegłym roku letnie miesiące przyniosły wyraźną zwyżkę jego ceny. W czerwcu wyniosła średnio 55,6 USD, w lipcu 57,9 USD, a sierpniu 64 USD. Zakładając utrzymanie się ceny ropy na aktualnym poziomie 12-miesięczna zmiana spadnie do 13 proc. w początkach sierpnia. Jeśli ropa zacznie tanieć, stanie się to wcześniej. Wobec powyższego można oczekiwać, że latem tego roku dojdzie do istotnych rozstrzygnięć. Kłopoty z kontynuacją wzrostu powinny zasiać w inwestorach z rynku ropy zwątpienie w dalszą hossę. Stanie się to równocześnie potwierdzeniem schładzania się globalnej gospodarki.