Eksport był w kwietniu o 13 proc. wyższy niż przed rokiem, a import wzrósł o 10,4 proc. - wynika z najnowszych danych NBP. W obu przypadkach dynamika znacząco zmniejszyła się w stosunku do marca. Na dodatek wyniki okazały się znacznie słabsze, niż oczekiwali ankietowani przez "Parkiet" ekonomiści (średni wzrost eksportu o 19,1 proc., a importu o 20,9 proc.).
- Nie mamy na razie do czynienia ze spowolnieniem w handlu zagranicznym. Dynamika eksportu i importu podlega dużym wahaniom z miesiąca na miesiąc - uspokaja Piotr Kalisz, ekonomista Banku Handlowego. - Średni wzrost eksportu w okresie luty-kwiecień, licząc rok do roku, wyniósł ponad 18 proc. Jeżeli mielibyśmy rzeczywiście mieć odwrócenie trendu w eksporcie, gorsze dane musiałyby się powtórzyć w kolejnych miesiącach, czyli w maju i w czerwcu - dodaje P. Kalisz. Jego zdaniem, powodem niższej dynamiki obrotów handlowych mogła być mniejsza liczba dni roboczych w kwietniu w stosunku do analogicznego miesiąca przed rokiem. - Poza tym, mieliśmy w kwietniu święta wielkanocne, które mogą ograniczać aktywność importerów - twierdzi ekonomista. W podobnym tonie wypowiada się Piotr Bujak z BZ WBK. - Spowolnienie jest przejściowe. Ważne, że tempo wzrostu eksportu nadal jest większe od importu. To pozwala ograniczyć nierównowagę w gospodarce oraz przeciwdziała głębszemu spadkowi złotego - ocenia.
Jego zdaniem, kilkunastoprocentowy wzrost eksportu świadczy o tym, że nadal jest popyt na polskie towary za granicą. Z kolei przeszło 10-proc. dynamika importu oznacza, że utrzymuje się wysoki popyt konsumpcyjny w naszej gospodarce. W kwietniu sprzedaliśmy na zagranicznych rynkach towary i usługi o wartości 7,2 mld euro, a sprowadziliśmy na kwotę 7,1 mld euro. W obrotach handlowych mieliśmy dzięki temu 62 mln euro nadwyżki (ekonomiści oczekiwali deficytu o wartości 191 mln euro). Bilans płatniczy Polski zamknął się jednak deficytem w kwocie 154 mln euro. W kwietniu zagraniczni inwestorzy zmniejszali zaangażowanie w polskie akcje, dokupili za to naszych papierów dłużnych.