Inwestorzy na światowych giełdach liczą straty. Niemiecki DAX nie spadał w takim tempie od ponad trzech lat. Zdecydowanie najmniej okazale wygląda zniżka amerykańskiego S&P 500. Korekty spadkowe o podobnym zasięgu zdarzały się w ciągu ostatnich trzech lat już kilka razy. Z drugiej strony względnie mały spadek S&P 500 łatwo wytłumaczyć faktem, że w ostatnich kilkunastu miesiącach rynek amerykański pozostawał wyraźnie w tyle za rynkami europejskimi, nie mówiąc już o wschodzących. Skoro S&P 500 zachowywał się słabo w czasie wzrostów, to nie jest szczególnie zaskakującym zjawiskiem, że teraz zachowuje się stabilniej w czasie spadków. Z punktu widzenia analizy technicznej nadarza się okazja do odbicia i przynajmniej chwilowego podniesienia indeksów. W przypadku S&P 500 nadzieję taką daje sytuacja widoczna na wykresie odchylenia indeksu od średniej kroczącej ze 100 sesji. Jest to prosty wskaźnik pokazujący długoterminowe wyprzedanie. Otóż spadł on do wsparcia wynikającego z dołków z sierpnia 2004 r. i kwietnia 2005 r. Podobnie jak wtedy ujemne odchylenie od średniej sięgnęło 5 proc. (na marginesie warto zauważyć, że pokazuje to niewielką zmienność w porównaniu z naszym WIG20, w przypadku którego odchylenie to sięga nierzadko kilkudziesięciu, a nie kilku procent). W przypadku niemieckiego DAX-a szansę na odreagowanie daje natomiast ważna linia trendu wzrostowego, wybiegająca z dołka z sierpnia 2004 r. Obecnie znajduje się ona na wysokości ok. 5250 pkt. Jest to trzeci element układu, jaki powstał w ciągu ostatnich dwóch lat. Poprzednimi dwoma elementami były przyśpieszone linie trendu wzrostowego. Obie zostały przebite, przy czym ta położona niżej umożliwiła przejściowe odbicie w końcu maja. Tym większa jest szansa, że wspomniana trzecia linia okaże się wsparciem. Niestety - nawet jeśli wczorajsza poprawa nastrojów na zagranicznych parkietach jest zapowiedzią trwalszego odbicia - to trend spadkowy zapoczątkowany przed ponad miesiącem jest niezagrożony.