Naturalnym zjawiskiem w trakcie hossy jest to, że kursy podążają w górę w szybszym tempie niż poprawiają się wyniki przedsiębiorstw. Utrzymująca się dobra koniunktura w gospodarce skłania inwestorów do coraz optymistyczniejszego spoglądania w przyszłość. To zaś znajduje odzwierciedlenie w akceptowaniu przez nich coraz wyższych wskaźników wyceny. Takie zjawisko może utrzymywać się, dopóki nie dojdzie do wyraźnego przewartościowania akcji albo oczekiwania rozminą się z rzeczywistością. W przypadku Ropczyc można mówić o występowaniu obu tych zjawisk.
Wyniki nie zmieniają się
Po niezbyt udanej końcówce minionego roku, kiedy doszło do spadku zysków, pierwsze trzy miesiące tego roku przyniosły zupełne rozczarowanie. Ropczyce na poziomie operacyjnym zarobiły o prawie 40 proc. mniej niż kwartał wcześniej, a zysk netto obniżył się o jedną czwartą. Siódmy raz z rzędu zmniejszyły się przychody ze sprzedaży. Tym razem spadły o 2,3 proc., do 307,7 mln zł. Były najniższe od 3 lat. Zysk operacyjny na akcję od początku giełdowej historii Ropczyc nie był tak niski jak w I kwartale, a zysk netto na akcję był najmniejszy od prawie siedmiu lat. W tej sytuacji utrzymywanie się kursu 16 proc. poniżej rekordu wszech czasów trzeba uznać za sukces posiadaczy tych papierów.
Jednocześnie stanowi to poważne zagrożenie na przyszłość. Jeśli spółka nie zacznie odrabiać utraconego pola, a zwłaszcza jeśli kolejny raz rozczaruje tak wyraźnie wynikami reakcja inwestorów, może przybrać zdwojoną siłę.
Czym tłumaczyć sporą odporność tych akcji na słabe wyniki? Z jednej strony uwagę zwraca akcjonariat. Trzy fundusze inwestycyjne mają po ponad 5 proc. walorów. Do tego główny udziałowiec ZM Invest posiada przeszło 35 proc. papierów. W przypadku każdego z nich decyzja o pozbywaniu się akcji musiałaby mieć strategiczny charakter, gdyż przy dość ograniczonej płynności trudno mówić o spekulacyjnych ruchach - sprzedaż większego pakietu walorów znalazłaby zapewne odbicie w spadku notowań.