Najlepsze od kwietnia 2004 r. dane o produkcji przekonują, że w gospodarce utrzymuje się świetna koniunktura. Problem w tym, że w przeszłości załamania trendu wzrostowego na giełdzie, podobne do obecnego, zawsze zapowiadały spowolnienie tempa wzrostu gospodarczego, a nawet recesję. Nie bez powodu notowania giełdowe uznawane są nie tylko za barometr gospodarki. Przypisuje się im zdolność wyprzedzania zmian jej kondycji. To sugeruje, że świetne dane o produkcji w maju zostały uwzględnione w cenach akcji już w czasie kwietniowej hossy, zaś majowe załamanie może przepowiadać przyszłe kłopoty.
Czyżby szczyt koniunktury?
Sprawa jest tym bardziej warta rozważenia, że w ostatnich dziesięciu latach roczny wzrost produkcji większy niż 15 proc. (taki jak w maju) zanotowano zaledwie w 12 miesiącach (czyli w 10 proc. całego tego okresu). To samo rodzi pytanie, czy nie zbliża się właśnie szczyt koniunktury gospodarczej. Czy w kolejnych kilkunastu miesiącach dane będą coraz gorsze?
W wyniku spadków trwających od połowy maja, roczne tempo wzrostu WIG20 zmalało z bardzo wysokiego poziomu 72 proc. na koniec kwietnia do niecałych 30 proc. obecnie. W ostatnich dziesięciu latach jedynie trzy razy doszło do podobnej sytuacji, kiedy roczne tempo WIG20 spadło poniżej 50 proc. - w styczniu 1997 r., w kwietniu 2000 r. i w maju 2004 r. Za każdym razem zapowiadało to kłopoty gospodarcze. W 2000 r. i w 2004 r. punkty zwrotne na giełdzie i w gospodarce praktycznie się pokryły. W wyniku recesji zapoczątkowanej w 2000 r. roczne tempo produkcji zmalało z 19,1 proc. (czyli dokładnie tyle, ile w maju br.) do minus 4,8 proc. W 2004 r. tempo zmalało z 23,5 proc. do minus 3,7 proc. W 1997 r. załamanie na giełdzie znacznie wyprzedziło wydarzenia w gospodarce. Szczyt koniunktury giełdowej przypadł wówczas na grudzień 1996 r., gospodarka zaś sięgnęła szczytu dopiero w maju 1997 r. W ciągu kolejnych kilkunastu miesięcy tempo produkcji zmalało z 20,9 proc. do minus 5,8 proc. Te podobieństwa sugerują, że polską gospodarkę niekoniecznie musi czekać recesja (jak w 2000 r.), ale spowolnienie takie, jak w 2004 r. jest całkiem realne.
Wszździe wolniej