Hossa, nawet w czasie korekty, to szczęśliwe chwile. Rzeczywistość jest wtedy prawie tak piękna jak marzenia. Akcje idą w górę. Jest pięknie niemal jak na rzepakowych polach, na których już prawie stoją beczkowozy z biopaliwem. Akcje rosną tak nagle, jak nagle stają się rentowne internetowe firmy. Wprawdzie po kilku latach od debiutu, ale - uwaga! dobra wiadomość - zgodnie z założeniami. Akcje rosną wbrew logice, więc to, co kiedyś nielogiczne, staje się sensowne. Miliardowe inwestycje w UMTS są od teraz wręcz nieodzowne. Operatorzy komórkowi koniecznie muszą mieć klasyczny miedziany kabel (kto powiedział, że komórki wypierają drut? A konwergencja?). Operatorzy stacjonarni i media elektroniczne znowu stawiają na internet i słono płacą za firmy działające w sieci.
To wszystko już było. Pamiętają Państwo, o czym śnili w 2001 roku? Sen o e-commerce, B2B i B2C w pewnym sensie zakończyła wówczas spra-
wa podpisu elektronicznego. Pierwszy taki e-podpis złożył ni mniej ni więcej, tylko świeży jak wiosna prezydent Aleksander Kwaśniewski.
Wspomnienie o tym zdarzeniu też jest jak senne marzenie. E-podpis śniło potem jeszcze długo wielu na jawie. Niektórzy z tego snu się nie obudzili, jak spółka zależna Telekomunikacji Polskiej, TP Internet, która nie doczekała się zysków z cywilizacyjnego wynalazku i słuch o niej zaginął.
Dziś mamy powtórkę z rozrywki. Elektroniczny podpis w sprawie długofalowej współpracy składają prezesi Polkomtela i PGF-u. Kolejny pierwszy e-podpis. Znowu zwieńczy hossę?