Sytuację na rynku w środę kształtowały oczekiwania na raport o stanie zapasów benzyny i surowej ropy w Stanach Zjednoczonych. Baryłka Brent kosztowała 68,86 dolarów, 78 centów wiźcej niż poprzedniego dnia. Tydzień temu była tańsza o prawie 2 USD.

Analitycy spodziewali się, że w ubiegłym tygodniu zapasy benzyny w USA wzrosły o 1,5 milionów baryłek. Oszacowali, że wynosiły 213,1 miliona baryłek. Wzrost okazał się dużo mniejszy - przybyło zaledwie 294 tys. baryłek. Zgromadzone rezerwy surowej ropy są obecnie na najwyższym poziomie od siedmiu lat i wynoszą 344,7 milionów baryłek. Powinno to wystarczyć na zaspokojenie dużego letniego popytu.

W Norwegii z powodów płacowych strajkowali pracownicy instalacji naftowych, ale ta akcja protestacyjna nie miała jeszcze bezpośredniego wpływu na poziom produkcji. Pracodawcy zagrozili zwolnieniem z pracy około 2500 zatrudnionych. Niespokojnie było też w Nigerii, gdzie uprowadzono dwóch Filipińczyków zatrudnionych przy wydobyciu ropy. Obawiano się, że zakłócenia dostaw z tego rejonu mogą wpłynąć na dalszy wzrost ceny ropy, która w tym roku podrożała średnio o 14 procent. Jeśli dojdzie do zbrojnego konfliktu z Iranem ceny mogą wzrosnąć nawet trzykrotnie. Z Zatoki Perskiej przez Cieśninę Ormuz dziennie transportuje się 17 milionów baryłek ropy. Od tego szlaku uzależnieni są wszyscy główni producenci ropy w tym regionie. Dopiero za dwa miesiące Irańczycy odpowiedzą na propozycje USA i Unii Europejskiej dotyczące zaprzestania wzbogacania uranu. Na wrażliwym rynku ropy nadal będzie niespokojnie.