Dane za pierwszy kwartał 2006 r. dotyczące tempa wzrostu PKB potwierdziły dobrą kondycję gospodarki. Dynamika na poziomie 5,2 proc. w ujęciu rok do roku okazała się w przybliżeniu zgodna ze średnią ostatnich prognoz rynkowych i wyższa od tego, czego spodziewano się jeszcze na początku roku (wówczas niewielu analityków spodziewało się tempa przekraczającego 5 proc.). Z tego punktu widzenia dane można uznać za przynajmniej satysfakcjonujące. Aby jednak nie popaść w nadmierny optymizm, warto poświęcić kilka chwil analizie struktury PKB.

Zauważyć można rozbieżności pomiędzy oczekiwaniami a rzeczywistymi danymi, dotyczące proporcji pomiędzy spożyciem indywidualnym a nakładami brutto na środki trwałe, czyli inwestycjami. Dynamika spożycia indywidualnego, obrazującego przede wszystkim popyt konsumpcyjny ze strony gospodarstw domowych, wyniosła w skali roku 5,1 proc., a jego wkład we wzrost gospodarczy - 3,4 punktu procentowego. Tymczasem inwestycje wzrosły o 7,4 proc., a ich wkład we wzrost wyniósł jedynie 0,9 pp. Dla porównania: w IV kwartale 2005 spożycie indywidualne wzrosło o 2,8 proc., a inwestycje o 10,1 proc., przy wkładzie obu pozycji we wzrost na poziomie odpowiednio 1,6 oraz 2,6 punktu procentowego. Oczywiście, należało się spodziewać większej konsumpcji ze strony gospodarstw domowych. Napędza ją wzrost realnych wynagrodzeń, wynikający z jednej strony z wysokiej dynamiki wynagrodzeń brutto i rosnącego zatrudnienia, a z drugiej z niskiej inflacji (dodatkowym czynnikiem jest historycznie niski poziom stóp procentowych, ograniczający skłonność do oszczędzania). Jednak z opublikowanych danych wynika, że ożywienie popytu konsumpcyjnego postępuje szybciej, niż oczekiwano. Jednocześnie liczono na to, że dynamika inwestycji co najmniej utrzyma się na poziomie z poprzedniego kwartału (średnia prognoz mówiła o wzroście na poziomie około 10,5 proc.). Tymczasem mieliśmy do czynienia z dosyć wyraźnym jej spowolnieniem.

Stosunkowo znaczny okazał się wkład eksportu netto, który wyniósł 0,7 punktu procentowego (wobec minus 1,1 pp. w poprzednim kwartale). Z jednej strony świadczy to o wciąż dobrej kondycji eksportu, pomimo mocnego złotego i raczej pesymistycznych prognoz z początku roku. Z drugiej jednak, nie można wykluczyć, że w kolejnych miesiącach roku warunki eksporterów będą się pogarszać. Dalsze umocnienie złotego mogłoby siź odbić negatywnie na saldzie handlu zagranicznego, jako że przy silnym popycie konsumpcyjnym trudno liczyć na ograniczenie wysokiej dynamiki importu. Osłabiłoby to wpływ eksportu netto na wzrost PKB. Obecnie jednak obserwujemy zniżkź naszej waluty. Nieco odbiegającej od oczekiwań struktury PKB na pewno nie należy traktować jako zagrożenie dla trwałości ożywienia gospodarczego. Popyt konsumpcyjny jest w stanie wziąć na siebie rolę motoru napędowego gospodarki w dłuższym okresie, czego najlepszym przykładem są USA. Jednocześnie, tempo wzrostu inwestycji pozostaje przyzwoite i można żywić nadzieję, że utrzyma się w dalszej części roku, co powinno umożliwić dalszy wzrost zatrudnienia i wynagrodzeń. Również zapowiadane przez rząd podwyżki płac dla pracowników sfery budżetowej będą wspierały wydatki konsumpcyjne. Mimo to, bylibyśmy nieco spokojniejsi, gdyby wzrost PKB był w jeszcze większym stopniu oparty na popycie krajowym, przy wyższym udziale inwestycji.Negatywnym skutkiem wyższej od oczekiwań konsumpcji może się natomiast okazać silniejsza presja cenowa, zwłaszcza w przypadku, jeżeli rosnącemu spożyciu nie będzie towarzyszył wystarczająco szybki wzrost wydajności pracy i możliwości produkcyjnych. W tej sytuacji powrót inflacji do poziomu stanowiącego cel NBP może przebiegać szybciej, niż to wynikało z opracowanych przez Bank projekcji inflacji, co zwiększyłoby skłonność RPP do ewentualnych podwyżek stóp procentowych (chociaż nadal trudno się tego spodziewać wcześniej niż w przyszłym roku).

Ekonomista DZ Banku