Aby docenić tempo, w jakim rynek kapitałowy i giełda jako instytucja, przeobrażają się, trzeba spojrzeć wstecz. Obecnie GPW może się pochwalić największą liczbą notowanych spółek i najwyższymi obrotami instrumentami pochodnymi w Europie Środkowowschodniej. Bardzo dobrze wypada, nie tylko w regionie, ale i całej Europie, pod względem liczby debiutujących firm. A jak było na początku jej istnienia?
W połowie kwietnia 1991 r. notowania obejmowały wyłącznie akcje pięciu spółek (w tym roku prawdopodobnie liczba ta sięgnie blisko 300). Na pierwszą sesję wpłynęło 112 zleceń kupna i sprzedaży (obecnie jest to średnio około 121 tys.). Łączny obrót wyniósł 2 tys. dolarów. Inwestorzy mieli także dużo czasu na podejmowanie decyzji, bo sesje odbywały się tylko raz w tygodniu (od 1994 r. już pięć razy). W 1991 r. obroty wyniosły 30 mln zł. Obecnie taki rezultat inwestorzy osiągają przeciętnie w ciągu pierwszych 30 minut sesji. Ale apetyt rośnie w miarę jedzenia: oczekiwania wobec naszego rynku są coraz większe. Na szczęście ambicje jego uczestników i samej giełdy - też.
Paweł Roszczyk,
dyrektor departamentu rynków kapitałowych CDM Pekao
To, jak może wyglądać GPW w przyszłości, zależy od tych, którzy rządzą. Osobiście chcę, by giełda dalej się szybko rozwijała. CDM doradza przy prywatyzacji warszawskiego parkietu, więc nie mogę podzielić się swoimi opiniami, gdyż mogłyby zostać odczytane jako opinie konsultanta. Niemniej warto zauważyć, że giełda wpływa na postrzeganie danego państwa. Poziom rozwoju rynku kapitałowego i samej GPW świadczy o poziomie rozwoju całego kraju. Mam więc nadzieję, że za kilka, kilkanaście lat warszawski parkiet będzie bardzo dobrze rozwiniętym rynkiem.