Od końca maja indeks największych spółek giełdowych WIG20 stracił 7,5 proc., koszyk walut złożony po połowie z euro i dolara podrożał o 5,5 proc., a rentowność obligacji 5-letnich, najbardziej płynnych na rynku wtórnym, podniosła się o 74 pkt bazowe, do 5,79 proc. Ostatnio tak wysoka była w lutym 2005 r. W uproszczeniu - notowania polskich aktywów są wypadkową dwóch zjawisk. Pozytywnego, czyli korzystnych tendencji w gospodarce oraz negatywnego - związanego z globalnym odwrotem od inwestowania na rynkach wschodzących.
Zaraźliwa grypa
Negatywne zjawiska pojawiły się na wszystkich rynkach w połowie poprzedniego miesiąca. Giełdowy indeks WIG20 szczyt ustanowił 11 maja. Od tego dnia stopniowo na wartości zaczął tracić złoty, choć notowania koszyka walut złożonego po połowie z dolara i euro minimum ustanowiły kilka dni wcześniej. Rentowność obligacji poszła w górę od początku marca, ale dopiero od 11 maja zaczęła powiększać się różnica między dochodowością polskich i niemieckich papierów, która odzwierciedla postrzeganie ryzyka związanego z naszymi obligacjami, szczególnie przez inwestorów zagranicznych. Z 1,09 pkt proc. 11 maja zwiększyła się do 1,75 pkt proc. obecnie.
W ostatnich latach równoczesny spadek złotego, cen obligacji i akcji mogliśmy obserwować kilka razy. Taka sytuacja wystąpiła w marcu i jesienią 2005 r. czy jesienią 2003 r. Wyprzedaż na poszczególnych rynkach przybierała różną siłę - raz najmocniej traciły akcje, raz obligacje. Poza przypadkiem z 2003 r. wszystkie pozostałe były odbiciem zjawisk występujących na pozostałych rynkach wschodzących. Tak jest i teraz.
Chwilowy odwrót