Reklama

Polska ziemia nadal będzie w cenie

Niskie stopy procentowe, którymi banki centralne całego świata ratowały gospodarki przed recesją, wywołały w wielu krajach boom na rynku nieruchomości. Z wielu krajów dochodzą informacje o znacznym przewartościowaniu lokalnych rynków. W Europie niepokojącym przykładem jest Hiszpania. Polski rynek nieruchomości jest nadal doskonałym miejscem do lokowania pieniędzy

Publikacja: 27.06.2006 09:55

Niewiele mówi się o Chinach, a tam sytuacja jest bardzo niepokojąca. Do tego kraju wpłynęło w ostatnich latach kilkaset miliardów dolarów spekulacyjnego kapitału, który ulokował się w dużej części w nieruchomościach. Inwestorzy liczą po pierwsze na to, że ceny nieruchomości będą rosły, a po drugie, zakładają, że stały nacisk płynący z całego świata doprowadzi do wyraźnego umocnienia chińskiej waluty. Twierdzi się, że juan jest niedowartościowany o 20-25 procent, więc inwestorzy liczą na to, że uwolnienie chińskiej waluty pozwoli im zarobić nie tylko na wzroście cen nieruchomości, ale i na kursie walutowym. Są jednak dwa problemy. Po pierwsze - z Chin dochodzą niepokojące informacje o pustych biurowcach, niewykorzystanych powierzchniach i problemach z wynajmem. Nawet mały impuls może znacznie obniżyć ceny. Po drugie - gdyby Pekin rzeczywiście uwolnił juana, to spekulanci, którzy czekają na to już kilka lat, rzuciliby się gremialnie do realizacji zysków, a to też przeceniłoby nieruchomości. Nawiasem mówiąc, wyjście spekulantów przeciwdziałałoby umocnieniu juana, o które świat tak walczy. Uwolnienie juana jest jednak w krótkim okresie mało prawdopodobne.

Ze znanych mi rynków najbardziej interesująco wygląda sytuacja w USA i w Polsce. W USA trwająca od kilku lat spekulacja doprowadziła do stanu, zbliżonego do tego, który widzieliśmy w maju na giełdach akcji. Nie ma takiej możliwości, żeby w naturalny sposób, po 40 latach trendu bocznego, kiedy sprzedaż nowych domów nie przekraczała 900 tysięcy miesięcznie, nagle, na przełomie wieków, nastąpił skok o blisko 50 procent. Nie jest też normalne, żeby ceny domów w tak rozwiniętej gospodarce, jaką jest gospodarka USA, rosły po kilkanaście procent przez siedem kolejnych kwartałów. Amerykanie kupują drugie i trzecie domy w celach spekulacyjnych, a domami, które mają być dopiero wybudowane, handluje się w internecie tak, jak akcjami. Czy nie jest to objaw klasycznej bańki spekulacyjnej? Specjaliści twierdzą, że klasyczna korekta na rynku amerykańskim trwa 3,5 roku i zmniejsza ceny domów o 50 procent. Problem w tym, że analitycy odnoszą się do normalnej sytuacji, a to, co widzimy od kilku lat, nie jest normalne. Na razie ilość wystawionych do sprzedaży i niesprzedanych domów rośnie, co miesiąc osiągając historyczne poziomy. Amerykanie czekają na wzrost cen. Można sobie jednak wyobrazić, co się stanie, kiedy w końcu dojdą do wniosku, że potrzebują gotówki, a przecież rosnące stopy procentowe, w tak krańcowo zadłużonym społeczeństwie, szybko doprowadzą do problemów finansowych.

Inaczej wygląda, najbliższy naszemu sercu, polski rynek nieruchomości. Jest on nadal doskonałym miejscem do lokowania nadwyżek finansowych. Wydawałoby się, że muszą to być spore pieniądze, ale tak wcale nie jest. Kupujący mieszkania posiłkują się przecież w olbrzymiej części kredytem. Nic w tym dziwnego, bo w środowisku niskich stóp procentowych i walki konkurencyjnej między bankami zdecydowanie lepiej jest kupić mieszkanie niż je wynajmować. Nawet wprowadzenie restrykcji na kredyty walutowe nie zmniejszy popytu na mieszkania, których ceny co roku wzrastają o kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt procent (w zależności od regionu Polski).

Nie ulega wątpliwości, że brak planów zagospodarowania przestrzennego, obawy o wzrost VAT i nagłaśnianie w mediach problemu rosnących cen prowadzą do utworzenia bańki spekulacyjnej. To sytuacja normalna, bo jeśli ludzie dowiadują się, że na czymś można dobrze zarobić, to masowo takie dobro kupują. Tyle tylko, że na razie jeszcze pęknięcie takiej bańki nam nie grozi. Taka sytuacja mogłaby wystąpić, gdyby rzeczywiście wybudowano 3 miliony mieszkań w ciągu 8 lat, ale akurat te obietnice dawno się zdezaktualizowały. Można obawiać się jednak, że za 7 - 8 lat ceny mieszkań sięgną astronomicznych poziomów, a popyt na nie znacznie spadnie, bo obecnie młodzi ludzie będą mieli już gdzie mieszkać, przyrost populacji będzie niski, a ludzie z powojennego wyżu demograficznego staną się emerytami, którzy będą stroną podażową.

Nie będą już potrzebowali dużych mieszkań, a te, które kupili w celach pomnożenia majątku, będą starali się spieniężyć, żeby jeszcze użyć życia lub pomóc wnukom. Z tego wynika, że przed nami jest jeszcze ładnych kilka lat hossy na tym rynku.

Reklama
Reklama

Inaczej wygląda problem z ziemią. Cena ziemi rekreacyjnej będzie stale rosła, bo jest jeszcze kilkanaście razy tańsza od ziemi w rozwiniętych krajach Unii. Rośnie też i nadal będzie rosła cena ziemi rolnej, bo - po pierwsze - też jest dużo tańsza niż w Unii Europejskiej, a po drugie - dopłaty unijne pozwalają (przy dużym areale) na osiąganie dużych przychodów. Co więc jest w tej chwili najbardziej bezpieczną inwestycją? Zakup ziemi rolnej w atrakcyjnym miejscu (góry, morze, Warmia i Mazury, Kaszuby). Kupując na przykład klika hektarów ziemi rolnej nad ładnym jeziorem, można korzystać z dopłat unijnych, a w odpowiednim momencie przekwalifikować ją na rekreacyjną, podzielić i pomnożyć kapitał wejściowy kilkanaście razy. Trzeba do tego jednak więcej kapitału i trochę cierpliwości, bo takie nieruchomości są lokatą zyskowną, ale niepłynną. Wniosek jest prosty: jeśli chcemy inwestować w nieruchomości, to najlepiej w Polsce i w ziemię.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama