Słowacki bank centralny utrzymał główną stopę procentową na poziomie 4 proc. Była to decyzja zgodna z oczekiwaniami rynku. Prezes banku Ivan Sramko zastrzegł jednak, że w każdej chwili oprocentowanie może iść do góry, jeśli wzrost cen okaże się na tyle silny, by mógł przeszkodzić Słowacji w spełnieniu kryteriów przystąpienia do strefy euro.
Stopy na Słowacji wzrosły dość zaskakująco (pod względem skali - podwyżki wyniosły po 50 pkt bazowych) w lutym i w maju. Zdaniem Sramko, tamte podwyżki na razie są wystarczające, żeby przyhamować inflację.
Wzrost cen u naszych sąsiadów z południa wyniósł w maju 4,8 proc. w skali roku, czyli więcej od 4,5 proc. notowanych miesiąc wcześniej. Narodowy Bank Słowacji ma jednak nadzieję, że do przyszłego roku inflację da się zbić do docelowego poziomu 2 proc. Teraz jest za wysoka, by Słowacja mogła przyjąć euro. Według kryteriów z Maastricht, maksymalny poziom to w tej chwili ok. 2,7 proc.
Kluczowe dla inflacji będą decyzje rządu, który powstaje po przeprowadzonych 17 czerwca wyborach - uważa szef banku centralnego.
Wybory wygrała lewica, co zostało źle odebrane przez rynek. Przez kilka dni notowania korony spadały, aż kurs przekroczył barierę 38,5 koron za euro i znalazł się po słabej stronie parytetu ustalonego w ramach systemu ERM-2 (stanowi "przedsionek" w drodze do strefy euro). Bank zdecydował się wtedy na interwencję na rynku walutowym i korona odrobiła część strat. Wczoraj Ivan Sramko pozytywnie ocenił decyzję. Zaznaczył, że bank będzie skupować koronę, jeśli zmiana notowań miałaby mieć niekorzystny wpływ na gospodarkę.