Reklama

To byłby kolos w motoryzacji

14,3 miliona aut rocznie, 321 miliardów dolarów przychodów i 25 proc. światowego rynku. Taki byłby potencjał General Motors, Renault i Nissana, gdyby te firmy połączyły siły

Publikacja: 04.07.2006 08:35

Tempo wydarzeń jest wyjątkowo szybkie. Pomysł zawiązania takiego sojuszu ujrzał światło dzienne w piątek, a w poniedziałek dyskutowały go już rady nadzorcze Renault i Nissana. Rada japońskiego producenta upoważniła Carlosa Ghosna, dyrektora generalnego, do przeprowadzenia wstępnych rozmów. Na 7 lipca zaplanowano posiedzenie rady nadzorczej General Motors.

Wagoner za wolny

Amerykański miliarder Kirk Kerkorian, największy indywidualny udziałowiec GM, wezwał publicznie kierownictwo tej firmy do rozważenia takiej opcji. Uznano to za wotum nieufności wobec Ricka Wagonera, dyrektora generalnego i jego planu przezwyciężenia kryzysu.

Sytuacja spółki jest trudna, bo traci rynek krajowy (głównie na rzecz japońskiej konkurencji) i pieniądze. W ub.r. GM poniósł stratę w wysokości 10,6 miliarda dolarów. W I kwartale tego roku wprawdzie zysk wyniósł 445 mln USD, ale głównie na papierze.

Potencjalni partnerzy, którzy mieliby objąć po 10 proc. akcji GM, są w znacznie lepszej kondycji. Od siedmiu lat Renault blisko współpracuje z Nissanem i jest jego największym akcjonariuszem (44 proc.).

Reklama
Reklama

Mają też tego samego szefa, gdyż kieruje nimi Carlos Ghosn. Ten urodzony w Brazylii Francuz uchodzi w Japonii za zbawcę Nissana, ma opinię wyjątkowo skutecznego menedżera. Koszty zakupów ponoszone przez japońskiego producenta zredukował aż o 20 proc.

Ważenie korzyści

Analitycy branży motoryzacyjnej nie są jednak pewni, jakie korzyści i komu może przynieść taki sojusz. Kurt Sanger, analityk australijskiego banku Macquarie w Tokio, zwraca uwagę, że w przypadku Renault i Nissana skala wzajemnego nakładania się biznesów obu firm była niewielka. Inaczej jest z General Motors. Sanger przewiduje, że początkowo współpraca tych trzech firm będzie ograniczona do pojedynczych projektów, a Renault i Nissan staną się dostawcami części dla małych samochodów produkowanych pod marką GM. Według Sangera, największe korzyści firmy mogą osiągnąć dzięki przyspieszeniu wdrażania energooszczędnych technologii.

"Business Week" uważa, że sojusz Kerkoriana z Ghosnem może spowodować w branży większe zmiany niż fuzja Daimlera z Chryslerem. Prasa sporo spekuluje też na temat charakteru tej operacji. Niektórym taktyka Kerkoriana, wpływowej postaci w branży hazardu, kojarzy się z wrogim scenariuszem. Wygląda na to, że stracił cierpliwość. Ten 89-letni inwestor rok temu zaczął powiększać swój pakiet w GM, a jego straty sięgają ponad miliard dolarów. Podobno dwa tygodnie temu spotkał się z Ghosnem w Nashville.

Koszt zakupu 20 proc. akcji GM nie będzie nadmierny. Przy obecnym kursie to około 3,4 mld USD.

Jednak dla Ghosna i jego obu firm alians z General Motors to wielkie ryzyko. Może zakończyć się klapą, ale jeśli ta operacja powiedzie się, przyniesie duże korzyści. Licznemu gronu inwestorów giełdowych to trójporozumienie już się spodobało. Dzięki temu akcje Nissana, Renault i GM także wczoraj szły w górę. W piątek GM podrożał aż 8,6 proc., a w poniedziałek na początku sesji zyskał kolejne 50 centów.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama