Dzień po tym, jak notowana na NYMEX ropa pobiła historyczny rekord ceny, część analityków podwyższyła swoje prognozy dotyczące notowań tego paliwa. Amerykański multimilioner Jim Rogers, który dorobił się majątku właśnie na inwestycjach w tej branży, uważa nawet, że cena baryłki może wkrótce przebić poziom 100 USD.
Polscy specjaliści oceniają jednak sytuacjź dużo spokojniej i nie spodziewają się większych zawirowań na GPW ani w makroekonomii.
Czynnik psychologiczny
Zdaniem Michała Buczyńskiego z Millennium DM, wzrost notowań ropy może mieć nieduży wpływ na wyniki takich polskich firm, jak Grupa Lotos, czy PGNiG, czyli tych, które działają w segmencie wydobywczym. - Część analityków uważa, że wzrost cen ropy przekłada się na wysokość marż. Nie jestem zwolennikiem tej teorii - mówi specjalista. Dlatego nie należy się w jego opinii spodziewać większych wahnięć w kursie np. Orlenu.
Andrzej Pasławski z BDM PKO BP, dodaje, że ostatni rekord dotyczy notowań ropy za oceanem. - W Rotterdamie rekord cen ropy Brent mieliśmy na początku tego tygodnia - przypomina. Dodaje też, że dla wyników Orlenu znacznie większe znaczenie niż sam kurs ma różnica w cenie ropy gatunków Brent i Urals, czyli tzw. dyferencjał. Ten zaś jest teraz na średnim poziomie ok. 5 USD na baryłce. To jednak prawie dwa razy mniej niż w połowie czerwca, gdy przekraczał 10 USD.