Do końca października kontrolę nad notowanym w Warszawie i Budapeszcie BorsodChemem może przejąć jeden z największych europejskich funduszy private equity - Permira Funds. Jeżeli występująca w imieniu funduszu firma Kikkolux zdecyduje się zrealizować opcję kupna 52 proc. papierów spółki od jej dwóch największych akcjonariuszy - biznesmena Megdeta Rahimkulova i austriackiej firmy VCP - to będzie musiała ogłosić wezwanie na pozostałe walory.

Niewykluczone że nowy inwestor zdecyduje się na wycofanie chemicznej spółki z giełd. - Myślę, że tak się nie stanie. Fundusz ogłosi wezwanie, skupi część akcji, jednak pozostawi BorsodChem na giełdach - ocenia Andras Zsekany, analityk ING Securities. - Prawdopodobnie Permira przetrzyma walory koncernu, podniesie jego wartość i za 3-5 lat odsprzeda papiery - dodaje. Rynkowi gracze i analitycy zastanawiają się już teraz, kto może w przyszłości odkupić jedną z największych węgierskich firm. - Wśród zainteresowanych widziałbym któryś z dużych koncernów niemieckich lub rosyjskich - uważa Zsekany.

Wątek Rosjan pojawiał się już wielokrotnie w historii BorsodChemu. Gdy w ubiegły piątek na rynek przedostały się doniesienia, że ktoś skupuje akcje węgierskiej spółki, zaczęto domniemywać, że to Łukoil. Spekulacje nie ucichły nawet wtedy, gdy już się wyjaśniło, że papiery przejmuje Permira. - Nie komentujemy tego typu pogłosek - powiedziano nam w biurze prasowym Łukoilu, gdy spytaliśmy się o pojawiające się na rynku wieści, że to właśnie ta firma stoi za transakcją. Czy Łukoil chciałby w przyszłości zostać inwestorem w węgierskiej firmie? - Na razie za wcześnie, aby odpowiedzieć na takie pytanie - brzmiała odpowiedź. - Warunki zakupu akcji BorsodChemu nie zostały przecież podane do publicznej wiadomości - wyjaśnił pracownik Łukoilu. Dodał jednak, że gdy tylko wiadomo będzie, na jakich zasadach Permira będzie chciała odsprzedać akcje węgierskiej firmy, Łukoil gotów będzie odnieść się do tego. W poniedziałek kurs BorsodChemu podążał w kierunku 3000 forintów, jakie ma zapłacić Kikkolux, jeśli zrealizuje opcję. W Budapeszcie płacono za nie 2790 forintów (wzrost o 3,3 proc.), a w Warszawie 39,9 zł (zwyżka o 0,3 proc.).