Upadłość była do tej pory zarezerwowana jedynie dla przedsiębiorstw. Być może już niedługo ogłosić bankructwo będzie mógł każdy - także przysłowiowy Kowalski. Wszystko zależy od tego, jak szybko Sejm zakończy prace nad ustawą o upadłości konsumenckiej, nad którą prace zapoczątkowano jeszcze w poprzedniej kadencji.
Mówiąc w skrócie, ustawa zezwoli osobom, które nie są w stanie spłacać swoich zobowiązań, na ogłoszenie upadłości i niejako na rozpoczęcie od nowa życia finansowego. Niespłacone długi zostaną anulowane, a dłużnik pozostanie z czystym kontem. Jego majątek (o ile takowy będzie posiadał) zostanie zlicytowany, a pozostawione mu będzie jedynie skromne lokum niezbędne do życia. Upadłość konsumencka budzi wiele kontrowersji, bo choć podobne rozwiązania działają w wielu krajach, to w tym przypadku naprawdę diabeł tkwi w szczegółach.
Ustawa może bowiem stać się furtką dla całej rzeszy nierzetelnych dłużników, którzy w ten sposób będą chcieli uniknąć spłaty zaciągniętych zobowiązań. A problem niespłacania długów narasta i będzie narastał wraz z rozwojem naszej gospodarki. Coraz więcej osób korzysta bowiem z tzw. usług masowych (finansowych, telekomunikacyjnych itp.), więc nawet jeśli przyjmiemy, że odsetek niesolidnych płatników jest stały, to ich liczba również wzrasta. Problem dotyczy także płatników czynszów i innych opłat związanych z funkcjonowaniem mieszkań (energia, gaz, woda). Potencjalnych beneficjentów ustawy jest więc wielu i będzie ich przybywało.
Należy więc zrobić wszystko, aby nowe prawo nie stało się swoistą amnestią dla nierzetelnych dłużników, którzy często zaciągają zobowiązania z pełną świadomością faktu, że nie będą mogli ich spłacić. Ustawa powinna w sposób jasny określać przypadki, które będą jej podlegać. Istnieje bowiem cała grupa osób niebędących w stanie spłacić swoich długów z powodów od siebie niezależnych (ciężka choroba, wypadek, utrata pracy) - to właśnie im powinna służyć upadłość konsumencka. Ponadto ważne jest, aby z ustawy mogły skorzystać jedynie osoby, które mają naprawdę duże długi, często tkwiące w tak zwanej pułapce zadłużenia.
Ustawa o upadłości konsumenckiej nie powinna też stać się zachętą dla osób, które do tej pory nie zaciągały zobowiązań ponad swoje siły. Istnieje bowiem zagrożenie, że w społeczeństwie może zacząć pokutować myślenie typu: "zaciągnę zobowiązanie, a jak nie będę w stanie go spłacić, to ogłoszę upadłość i po kłopocie". Wprowadzeniu w życie ustawy o upadłości konsumenckiej powinna więc towarzyszyć szeroka kampania informacyjna, tak aby nie powstało mylne przeświadczenie, że od teraz długów nie trzeba spłacać. Taka kampania powinna wpisać się w szerszą kampanię edukacyjną dotyczącą problematyki zaciągania i spłaty zobowiązań. Badania dowodzą bowiem, że Polacy wiedzą na ten temat bardzo mało, a wielu z nas nie jest w stanie prawidłowo oszacować swojej zdolności do regulowania zaciągniętych zobowiązań.