We wtorek sytuację na giełdach kształtowały tak nowoczesne firmy, jak Lucent Technologies i EMC oraz zajmująca się bardziej prozaiczną dziedziną Alcoa, największy na świecie producent aluminium.

Źadna z nich nie spełniła oczekiwań analityków. Pojawiły się obawy, że ich wyniki mogą być sygnałem spowolnienia w gospodarce amerykańskiej. Z tego powodu od spadków zaczęły się notowania na giełdach amerykańskich. W poniedziałek indeksy w USA rosły, gdyż spodziewano się, że Alcoa otworzy sezon dobrych wyników. W Japonii we wtorek zadziałało głównie fatum technologiczne, dlatego spadkom przewodziły Toshiba (pamięci flash) i Matsushita (elektronika użytkowa). W Europie indeksy też spadały głównie z powodu spółek technologicznych, ale nie tylko. Sytuację Lucenta, który nie zrealizował prognoz, potraktowano jako sygnał wolniejszego wzrostu całej branży. Szczególnie silnie zniżkował przejmujący tź firmę francuski Alcatel, największy na świecie producent sprzętu do szerokopasmowego internetu. Towarzyszyła mu Nokia, Ericsson i Philips. Okazuje się, że firmy technologiczne to najgorsze inwestycje w tym roku, bo ostra konkurencja zmusza je do cięcia cen, co negatywnie rzutuje na wyniki finansowe. Inwestorzy bali się jednak nie tylko o wyniki spółek, ale także inflacji i wyższych stóp procentowych. Tym zagadnieniom wysoką rangę nadali w tych dniach ministrowie państw Unii Europejskiej, którzy spotkali się w Brukseli. Jak będzie w przyszłości? Ma być dobrze. Niedawno wysoką ocenę perspektyw dla notowań akcji firm europejskich podtrzymali analitycy Citigroup. Credit Agricole idzie szerzej. Specjaliści od zarządzania aktywami tego francuskiego potentata spodziewają wzrostu indeksów na całym świecie. Człowiek sprawujący nadzór nad inwestycjami o wartości 640 mld USD swoje nadzieje na poprawę koniunktury buduje na zaniechaniu Fed. Sądzi, że amerykański bank centralny przestanie podnosić stopy procentowe, wyniki firm będą się poprawiać i akcję pójdą w górę.