Od wczoraj właściciele walorów Unimilu mogą odpowiadać na wezwanie Ansella. Jeśli inwestor zdoła skupić co najmniej 80 proc. kapitału polskiej firmy, zapisy na sprzedaż akcji mogą zakończyć się już dzisiaj. Australijczycy prawdopodobnie liczą, że 27 lipca na walnym zgromadzeniu zablokują działania Macieja Zientary, który chce zdobyć wpływ na zarządzanie spółką. Wiadomo już, że scenariusz ten jest bardzo mało realny.
Zapłaćcie więcej to sprzedam
M. Zientara przez ostatnie trzy miesiące kupił 10 proc. akcji Unimilu. Zapowiada, że nadal będzie zwiększał udział w spółce. Dlaczego? -Wciąż chcę ją restrukturyzować - mówi inwestor. Nie ukrywa, że zamierza na tym zarobić. Bierze zatem pod uwagę także inną ewentualność. - Sprzedam akcje, jeśli otrzymam cenę, która mnie zadowoli - wyjaśnia M. Zientara. Jaka to cena? - Chcę w ciągu 12-18 miesięcy podnieść wartość Unimilu o 50-60 proc., co jest całkowicie realne. Dlatego interesuje mnie 70-80 zł za walor - mówi akcjonariusz.
Analitycy twierdzą, że wartości, o których mówi Zientara, nie są oderwane od rzeczywistości. Podkreślają, że kurs na giełdzie przekroczył już podstawową cenę z wezwania (50 zł). Wczoraj w trakcie sesji wyniósł nawet 53 zł, czyli tyle, ile Ansell zobowiązał się zapłacić, jeżeli skupi co najmniej 90 proc. walorów. A to jest bardzo mało prawdopodobne. - Inwestorzy najwyraźniej wierzą, że będzie kolejne wezwanie. Oczywiście po wyższej cenie - wyjaśnia Michał Majerski, analityk domu maklerskiego Erste Securities. Jego zdaniem, papiery Unimilu warte są między 60 a 70 zł. Eksperci uważają, że Ansell chciał kupić polską spółkę taniej, niż wynika to z wyceny porównawczej Unimilu z australijską firmą (podniosłoby to jej rentowność).
Unimil ratunkiem?