Od początku lipca Urząd Komunikacji Elektronicznej wydał kilka decyzji, które bezpośrednio uderzyły w interesy Telekomunikacji Polskiej. Regulator m.in. obniżył o 35 proc. stawki w rozliczeniach z innymi operatorami i zmusza spółkę do rozdzielnia sprzedaży usługi internetowej od telefonii stacjonarnej. Wczoraj TP przerwała milczenie. Zamierza się odwoływać, a nawet dochodzić swoich praw w Komisji Europejskiej. - Wskażemy na liczne naruszenia prawa podczas wydawania decyzji - zapowiedziała Grażyna Piotrowska-Oliwa, dyr. Departamentu Współpracy z Regulatorem w TP.
Stawki nie pokrywają kosztów
Najwięcej zastrzeżeń spółka ma do wydanej w ub. tygodniu nowej oferty ramowej w sprawie łączenia sieci. Określa ona opłaty za połączenia telefoniczne kierowane z sieci jednego operatora do drugiego. - Oferta zmusza nas do wydania w krótkim czasie ok. 100 mln zł na dostosowania naszej infrastruktury do narzuconych przez UKE wymogów - ocenia G. Piotrowska-Oliwa. Spółka nie ma możliwości odzyskania tych środków, bowiem nowe stawki (niższe o 35 proc.) nie pokrywają kosztów, które poniesie. Konsekwencją może być znaczne zmniejszenie nakładów inwestycyjnych na rozbudowę sieci.
Podobne kontrowersje budzi nakaz wprowadzenia oddzielnej sprzedaży Neostrady (szerokopasmowego dostępu do internetu) i usług telefonicznych. Według G. Piotrowskiej-Oliwy, powinna to być decyzja biznesowa, podjęta przez TP, a nie nakaz regulatora. Dodatkowo zauważa, że inni operatorzy nadal będą mogli te usługi sprzedawać razem.
Abonament uwolniony