Dziś spotkanie, które może doprowadzić do wielkiego aliansu w motoryzacji. Z jednej strony stołu Rick Wagoner, dyrektor generalny General Motors, z drugiej - Carlos Ghosn, szef koncernów Renault i Nissana. Ten ostatni liczy, że jeśli dojdzie do porozumienia, zajmie miejsce w dwunastoosobowej radzie nadzorczej amerykańskiej firmy - podała wczoraj agencja Bloomberga. Dzięki temu miałby bezpośredni wpływ na restrukturyzację GM, który zeszły rok zamknął rekordową stratą i jest wypierany z rynku motoryzacyjnego w USA przez koncerny azjatyckie.
W wyprowadzaniu firm z branży na prostą Ghosn ma spore doświadczenie, zasłynął jako uzdrowiciel Nissana, który przed objęciem sterów przez wychowanego we Francji Brazylijczyka stał na skraju bankructwa. Teraz Ghosn zamierza podjąć jeszcze większe wyzwanie. - Zawsze powtarzał, że chce dla siebie najtrudniejszą robotę w branży, taką, której nikt inny się nie podejmie. Nikt nie będzie przecież o tobie pamiętać, jeśli będziesz sprzedawać logany w Kazachstanie czy obetniesz koszty przy produkcji laguny. Ale zapamiętają cię, jeśli będziesz mógł powiedzieć, że uratowałeś GM - żartuje Adam Jonas, analityk z oddziału banku JP Morgan w Londynie.
Analitycy podkreślają, że zdziwiliby się, gdyby Ghosn nie zabiegał o posadę w radzie nadzorczej amerykańskiego koncernu, która nawet jeśli nie da mu wpływu na działania firmy, to przynajmniej zapewni kontrolę nad wartą kilka miliardów dolarów inwestycją. Nieoficjalnie wiadomo bowiem, że amerykańsko-francusko-japoński sojusz ma oznaczać objęcie przez Renault i Nissana po 10 proc. udziałów w General Motors, co będzie kosztować te firmy razem ok. 3,3 mld USD. Taki zastrzyk gotówki zasiliłby kolosa z Detroit.
Rick Wagoner, szef GM, stwierdził ostatnio, że jest otwarty na rozmowy w sprawie sojuszu. Dla wielu obserwatorów propozycja, z którą wyszedł największy prywatny inwestor koncernu Kirk Kerkorian, oznacza jednak wotum nieufności dla Wagonera i programu naprawczego prowadzonego w firmie pod jego nadzorem. Dochodzą wieści, że tak naprawdę Wagoner nic chce żadnych sojuszy i nie ma najmniejszej ochoty oddawać pola Ghosnowi. Tylko dla zasady zgodził się na zbadanie potencjalnych korzyści z powołania tercetu, który kontrolowałby jedną czwartą światowego rynku aut.
Bloomberg, Reuters