Jestem inwestorem od kilku lat. Z coraz większym zdumieniem obserwuję, co się dzieje na rynku kapitałowym - przecież publicznym, uregulowanym, skrupulatnie nadzorowanym. Nie chcę wyciągać starych spraw, które wołają o pomstę do nieba. Jak choćby ci dżentelmeni z Gdańska, z 4Media, którzy okłamywali przez dwa lata wszystkich dookoła, a teraz ze wszystkich, łącznie z Komisją i prokuraturą, sobie bimbają. Albo kolesie od kontraktów terminowych, od afery 4 lutego. To były sprawy grubego kalibru. Z drobniejszymi nie idzie nam lepiej. Przyglądam się sprawie Optimusa i zachodzę w głowę, kto kłamie. Bo przecież ktoś tam kogoś wystawił do wiatru. Jak to jest, że spółka zmienia właściciela, podwyższa kapitał, a nikt nic o tym nie wie. Jak to jest, że inwestuje, kupuje jakąś firmę i też nikt o tym nie wie. A jak się już dowiedzieliśmy, to było "posprzątane". No, czysta paranoja. Takie rzeczy i prokuratura, i Komisja powinny załatwiać błyskawicznie. Albo coś jest zgodne z prawem, albo nie. Albo ktoś z rady głosował za emisją, albo jego podpis sfałszowano. Albo spółka naruszyła obowiązki informacyjne, albo nie. A tak, to co? Zabawa w ciuciubabkę. Wiem, potrzeba trochę czasu na analizy, opinie itd., itp. Zawsze słyszymy to samo. Tylko że inwestorom nikt czasu nie daje. Gra się toczy. Kurs się zmienia każdego dnia. To my, inwestorzy, nadstawiamy karku. Chyba Kaczyński, który chce tak walczyć z "układem", nie wiedział, że odwiedzając giełdę, wchodzi do jaskini lwa. Tu jest dopiero układ, scementowany przez kasę. Drobni, zwykli inwestorzy to tylko kwiatek do kożucha. Tu się bawią "grubi" goście z dużą kasą. Robią, co chcą. Panie Kaczyński, niech Pan znajdzie szeryfa, który w końcu zrobi z tym porządek, a przynajmniej będzie wiedział, jak to zrobić.

Ludwik Warasz