Rośnie kolejka chętnych do zawarcia podobnych związków, a nawet rozbicia tego nieistniejącego. Takie intencje przypisuje się Toyocie, która szybko umacnia swoją pozycję na rynku amerykańskim.
Najpierw naprawa
Bill Ford Junior, dyrektor wykonawczy Ford Motor, nie wyklucza, że jego firma, drugi producent amerykański, w przyszłości mogłaby się zdecydować na sojusz z branżowym partnerem. Niektórzy analitycy twierdzą nawet, że ten koncern byłby lepszym partnerem dla Renault/Nissana niż GM.
Na razie głównym priorytetem Forda jest poprawienie pozycji na rynku amerykańskim. - Niezależnie od jakiejkolwiek transakcji, którą możemy sobie wyobrazić w przyszłości najważniejsza jest naprawa biznesu w Ameryce - powiedział Bill Ford w wywiadzie dla gazety "The New York Times".
W ubiegłym roku koncern na rodzimym rynku stracił 1,6 miliarda dolarów, a w tym, jeśli wierzyć wtajemniczonym, ma być dwa razy gorzej. To nie koniec złych wiadomości dla firmy z Dearborn. Niedawno agencja ratingowa Moody?s Investors Service obniżyła ocenę tej korporacji, bo uważa, że postawienie na nogi biznesu w USA będzie wymagało dodatkowych wyrzeczeń. Wyrzeczenia czekają też akcjonariuszy. Nie dość, że od początku roku kurs akcji spadł o kilkanaście procent, dostaną tylko połowę dywidendy. Od września Ford na każdą akcję co kwartał ma wypłacać 5 centów zamiast 10. Oszczędności dotyczą też menedżmentu. Dyrektorzy zewnętrzni otrzymają 100 tys. dolarów rocznie zamiast dotychczasowych 200 tys. USD.