Inwestujący na rynku ropy naftowej swoje wczorajsze decyzje starali się dostroić do spekulacji na temat stanu zapasów paliwa w Stanach Zjednoczonych. W poprzednim tygodniu zmniejszyły się o 6 milionów baryłek, teraz obstawiano spadek dostaw ropy o 650 tys. baryłek. Taka była mediana (wartość środkowa) prognoz kilkunastu analityków w sondażu przeprowadzonym przez agencję Bloomberg. Ten względny optymizm wynikał z tego, że wcześniej z powodu wolnych dni nie rozładowano wszystkich tankowców i zawartość ich zbiorników nie została uwzględniona w statystykach. Raport Departamentu Energii przyniósł jeszcze lepsze informacje, niż się spodziewano. Przerwany został cykl spadku zapasów. W ostatnim tygodniu (kończącym się 14 lipca) o 200 tys. baryłek wzrosły dostawy ropy, zaś zapasy benzyny powiększyły się o 1,5 miliona baryłek.

Ważne dla rynku są też informacje o wielkości popytu na rynku amerykańskim. Dzienne zapotrzebowanie przekracza ostatnio 9,6 miliona baryłek. Średni popyt jest o 1,7 proc. wyższy niż rok temu.

Mniejszą rolę niż w poprzednich dniach odgrywał wczoraj konflikt na Bliskim Wschodzie, gdyż wydawało się, że jego zasięg jest już kontrolowany.

Analitycy zwracają uwagę na wzrost kosztów transportu ropy z Bliskiego Wschodu do Azji tankowcami o pojemności 2 milionów baryłek. Powodem są obawy, że w pierwszej dekadzie sierpnia z powodu huraganów może zabraknąć statków do przewozu ropy naftowej.

W środę w Londynie za baryłkę ropy Brent płacono 73,76 dolara, o 60 centów mniej niż na zamknięciu we wtorek. W ciągu tygodnia cena wzrosła o 63 centy.