Radosny surfing na falach wywołanych przez szefa Fed w środę trwał krótko. Na rynki akcji szybko wróciło zatroskanie i spadki. Znowu pod dyktando Nowego Jorku. Analitycy pochylili się nad opublikowanym zapisem debaty członków Fed i dowiedzieli się o wielkiej niepewności tego gremium co do kształtowania stóp procentowych. W piątek giełdy nowojorskie też zaczęły sesje od spadków, bo obawy inwestorów wzmocnił Dell, największy na świecie producent komputerów osobistych, który zapowiedział, że nie sprosta oczekiwaniom rynku. Kurs od razu zjechał o kilkanaście procent.

W Tokio o tym nie wiedziano, bo było zbyt wcześnie, ale ważono wyniki innych amerykańskich firm technologicznych. Uznano je za niezadowalające i potraktowano jako sygnał słabszego tempa rozwoju gospodarki USA. Z tego powodu chętnie sprzedawano akcje japońskich spółek tego sektora. Tradycyjnie też gorsze perspektywy USA zaszkodziły takim firmom jak Toyota i Honda.

Rynek ciągnęły w górę m.in. takie firmy jak Mitsubishi i Toshiba. Ta pierwsza spółka, produkująca roboty przemysłowe, podrożała aż o 5,8 proc., bo w mediach pojawiły się informacje o jej dobrych wynikach kwartalnych. Akcje Toshiby rosły, gdyż wkrótce zacznie produkować najmniejsze na świecie karty pamięci.

W Europie, podobnie jak w Azji (wyjątkiem były m.in. giełdy chińskie) ceny akcji też spadały, ale zanosiło się na dodatni bilans tygodnia. Poprzednie sesje przyniosły przecież zwyżkę indeksów. W piątek wśród wartości ujemnych wielkością spadku wyróżniał się niemiecki Dax, który po południu tracił 1,5 proc. i powiększył straty do ponad 2 proc., kiedy rozkręciły się giełdy nowojorskie. Dwie czerwone latarnie giełd europejskich to niemiecki Infineon (mikroprocesory) i szwedzki Ericsson (budowa urządzeń sieciowych dla telefonii komórkowej). Obie spółki rozczarowały wynikami.

Gracze narzekali, że korporacjom brakuje konsekwencji. Jeśli pojawia się jedna z dobrymi wynikami, obraz natychmiast psuje następna. Na plusie były tylko giełdy w Lizbonie i Kopenhadze.