Ostatnie dwa kwartały należały do inwestorów, którzy portfelach mieli akcje spółek o najniższej kapitalizacji. Stopa zwrotu, jaką można było uzyskać lokując w nie pieniądze, wielokrotnie przebiła wzrost większości dużych przedsiębiorstw. Od początku stycznia do końca czerwca średnia zmiana kursu w grupie 50 spółek o najniższej kapitalizacji na koniec 2005 roku wyniosła 48 proc., podczas gdy WIG20 wrósł jedynie 9 proc.
Taka sytuacja jest zwykle charakterystyczna dla wyraźnej poprawy koniunktury w kraju. Mniejsze spółki potrafią szybciej i elastyczniej reagować na zmiany klimatu gospodarczego. Atutem staje się na przykład brak długoterminowych kontraktów. Pojawia się szansa sprzedaży zalegającego w magazynach towaru czy też nabycia surowców po korzystniejszych cenach. Wszystko to przekłada się, oczywiście, na wyniki, a co za tym idzie, także na stopy zwrotów.
To jednak nie fundamenty stały za najbardziej spektakularnymi wzrostami w grupie najmniejszych spółek w ubiegłym półroczu. Przyczyną były magiczne słowa klucze, na które rynek w ostatnim czasie reaguje jak zaklęty - "nowa emisja", "prawa poboru" czy "fuzja". W mniejszym stopniu rolę odegrały inne czynniki. Inwestorzy dyskontowali także między innymi poprawę koniunktury w wielu branżach, począwszy od sektora budowlanego, aż po bardziej egzotyczne obszary, jak choćby rynek wózków widłowych. Poprawa sytuacji gospodarczej nie tylko oznaczała lepsze wyniki w pierwszym kwartale, ale rokuje również na wyższe zyski w przyszłości.
Nie bez znaczenia były również działania zarządów samych spółek. Gracze docenili pozytywne zmiany, jakie zachodzą w firmach. W niektórych przypadkach znaczenie miała nawet sama poprawa jakości relacji inwestorskich. Lepsza komunikacja może znacząco poprawić wycenę akcji, czego dowodem jest choćby wzrost papierów Wandaleksu.
Spółką, która zyskała w pierwszym półroczu 2005 roku najwięcej, był Masters. Za akcje firmy, które na początku stycznia kosztowały 1,11 zł, po sześciu miesiącach płacono już 9,60 zł. Ze stopą zwrotu w wysokości 745 proc. firma wyraźnie zdystansowała pozostałych uczestników rankingu. Na inwestorów elektryzująco podziałała mieszanka informacji, którymi zarząd spółki uraczył udziałowców. Najpierw pojawiły się propozycje zmian w statucie spółki. Ze zwyczajnego producenta odzieży dżinsowej Masters miałby stać się specjalistą w dziedzinie finansów, ubezpieczeń, windykacji czy nawet biotechnologii. Jako że potrzebna jest na to dodatkowa gotówka, padło hasło nowej emisji z prawem poboru, które stało się katalizatorem wzrostu. Do tego doszła jeszcze wiadomość o splicie akcji, plotki o przejęciu przez Sanwil i już przepis na kilkusetprocentowy wzrost gotowy. Fakt, że dawno już minęły czasy, gdy Masters po raz ostatni pokazał dodatni wynik finansowy, nie był tym razem istotny. Na drugim miejscu w klasyfikacji ze stopą zwrotu 182 proc. uplasował się Internet Group. Także w tym przypadku za wzrostem cen nie stały w pierwszym rzędzie czynniki fundamentalne, ale wiadomość o znalezieniu inwestora strategicznego i list intencyjny dotyczący fuzji. IGroup chce budować grupę kapitałową wspólnie z CR Media Consulting. W reakcji na tę informację notowania akcji spółki zyskały 117 proc. w ciągu trzech sesji.