Reklama

Wielkość ma znaczenie

Minione półrocze okazało się wyjątkowo łaskawe dla posiadaczy akcji najmniejszych spółek. Ich portfele zwiększyły się średnio o 48 proc., podczas gdy WIG20 zyskał zaledwie 9 proc.

Publikacja: 31.07.2006 09:48

Ostatnie dwa kwartały należały do inwestorów, którzy portfelach mieli akcje spółek o najniższej kapitalizacji. Stopa zwrotu, jaką można było uzyskać lokując w nie pieniądze, wielokrotnie przebiła wzrost większości dużych przedsiębiorstw. Od początku stycznia do końca czerwca średnia zmiana kursu w grupie 50 spółek o najniższej kapitalizacji na koniec 2005 roku wyniosła 48 proc., podczas gdy WIG20 wrósł jedynie 9 proc.

Taka sytuacja jest zwykle charakterystyczna dla wyraźnej poprawy koniunktury w kraju. Mniejsze spółki potrafią szybciej i elastyczniej reagować na zmiany klimatu gospodarczego. Atutem staje się na przykład brak długoterminowych kontraktów. Pojawia się szansa sprzedaży zalegającego w magazynach towaru czy też nabycia surowców po korzystniejszych cenach. Wszystko to przekłada się, oczywiście, na wyniki, a co za tym idzie, także na stopy zwrotów.

To jednak nie fundamenty stały za najbardziej spektakularnymi wzrostami w grupie najmniejszych spółek w ubiegłym półroczu. Przyczyną były magiczne słowa klucze, na które rynek w ostatnim czasie reaguje jak zaklęty - "nowa emisja", "prawa poboru" czy "fuzja". W mniejszym stopniu rolę odegrały inne czynniki. Inwestorzy dyskontowali także między innymi poprawę koniunktury w wielu branżach, począwszy od sektora budowlanego, aż po bardziej egzotyczne obszary, jak choćby rynek wózków widłowych. Poprawa sytuacji gospodarczej nie tylko oznaczała lepsze wyniki w pierwszym kwartale, ale rokuje również na wyższe zyski w przyszłości.

Nie bez znaczenia były również działania zarządów samych spółek. Gracze docenili pozytywne zmiany, jakie zachodzą w firmach. W niektórych przypadkach znaczenie miała nawet sama poprawa jakości relacji inwestorskich. Lepsza komunikacja może znacząco poprawić wycenę akcji, czego dowodem jest choćby wzrost papierów Wandaleksu.

Spółką, która zyskała w pierwszym półroczu 2005 roku najwięcej, był Masters. Za akcje firmy, które na początku stycznia kosztowały 1,11 zł, po sześciu miesiącach płacono już 9,60 zł. Ze stopą zwrotu w wysokości 745 proc. firma wyraźnie zdystansowała pozostałych uczestników rankingu. Na inwestorów elektryzująco podziałała mieszanka informacji, którymi zarząd spółki uraczył udziałowców. Najpierw pojawiły się propozycje zmian w statucie spółki. Ze zwyczajnego producenta odzieży dżinsowej Masters miałby stać się specjalistą w dziedzinie finansów, ubezpieczeń, windykacji czy nawet biotechnologii. Jako że potrzebna jest na to dodatkowa gotówka, padło hasło nowej emisji z prawem poboru, które stało się katalizatorem wzrostu. Do tego doszła jeszcze wiadomość o splicie akcji, plotki o przejęciu przez Sanwil i już przepis na kilkusetprocentowy wzrost gotowy. Fakt, że dawno już minęły czasy, gdy Masters po raz ostatni pokazał dodatni wynik finansowy, nie był tym razem istotny. Na drugim miejscu w klasyfikacji ze stopą zwrotu 182 proc. uplasował się Internet Group. Także w tym przypadku za wzrostem cen nie stały w pierwszym rzędzie czynniki fundamentalne, ale wiadomość o znalezieniu inwestora strategicznego i list intencyjny dotyczący fuzji. IGroup chce budować grupę kapitałową wspólnie z CR Media Consulting. W reakcji na tę informację notowania akcji spółki zyskały 117 proc. w ciągu trzech sesji.

Reklama
Reklama

Wszystko wskazuje na to, że w pierwszym półroczu od skomplikowanych analiz dużo skuteczniejsza okazała się giełdowa maksyma o kupowaniu plotek. Na nic zdały się wyceny porównawcze i dochodowe, bo hossa rządzi się swoimi prawami, a czasami magiczne hasło "prawa poboru" jest więcej warte niż nawet najlepsze wyniki finansowe. Pozostaje tylko pytanie: czy taka sytuacja może trwać wiecznie?

Mała spółka, duże straty Miano najmniejszej spółki na giełdzie utrzymuje ŁDA Invest. Na koniec 2005 roku wartość rynkowa nie przekraczała 600 tys. zł, po zwyżce kursu w I półroczu 2006 o 90 proc. sięgnąła 1,1 mln zł. Firma praktycznie już trzeci rok nie prowadzi działalności operacyjnej, od 2002 roku w sądzie czeka wniosek o ogłoszenie upadłości. Komentarz do raportu za I kwartał 2006 roku zaczyna się od stwierdzenia, że "emitent nie zatrudnia pracowników etatowych". Dodatkowo "spółka całkowicie utraciła płynność finansową".

Mimo że kwartalne przychody firmy zamykają się kwotą 20-35 tys. zł (pochodzą z wynajmu budynku), to strata netto regularnie przekracza 1 mln zł. To za sprawą odsetek od zobowiązań, które wynoszą (łącznie z rezerwami) 84,7 mln zł.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama